World Hydepark

O wszystkim i o niczym… Wolna Amerykanka

Archive for Kwiecień 1st, 2007

[*]

Posted by mrcollector w dniu Kwiecień 1, 2007

Cóż, niestety nadszedł taki dzień, że mój pies odszedł. Przeżył z nami siedem szczęśliwych lat. Nigdy go nie zapomnę. Był pierwszym zwierzątkiem jakie zawitało do rodziny…był jedyny i niepowtarzalny. W takich chwilach nawet kiedy chodzi o psa człowiek zastanawia się nad sensem życia, koleją rzeczy. Mnie takie coś naszło. Prędzej czy później ukochany pies by zdechł, ale zawsze zadajemy pytanie – ale czemu teraz? I to taką śmiercią…nie wspomniałem…pies któremu imię dałem Czoper zdechł na skręt kiszek. Cholerstwo które zabija także i ludzi. Może niedługo wrzucę gdzieś jego zdjęcie i będziecie mogli zobaczyć jaki był fajny…Mieszanka briarda z bernadynem. Piękny, miły, coś cudownego…Kiedy zaczynał się ten dzień nie miałem pojęcia jak się skończy. Bóg powiedział [a mogę to odnieść to także do zwierząt] – nie znasz dnia ani godziny kiedy pójdziesz na tamten świat. Nie wiem czy kupię innego psa. Może tak, może nie, ale wiem jedno…pamięć po nim nigdy u mnie nie zgaśnie. I uwaga końcowa – nie patrzcie na datę, to nie jest żart. Wierzcie mi… 😦

Reklamy

Posted in Real Life | 1 Comment »

Nic nie czuje

Posted by mrcollector w dniu Kwiecień 1, 2007

Wróciłem z kościoła. Z katedry dokładnie. Trzy czy cztery godziny stania pod budynkiem i powoli czucie jak ci kręgosłup chce pierdolnąć. No nic, przetrwałem. Z racji tego dopiero dzisiaj miałem czas aby to wpisać i by the way 😉 natrafiłem tylko na dwa prima aprillisowe żarty z necie. Trochę mało…co nie? 😛 Pewnie niektóre serwisy ograniczyły się do znancych trików vide darmowy miesiąc w World of Warcraft 😆 A tak wracając – uroczystość odbyła się w Łodzi gdzie chyba pół Polski się zleciało. Najpierw marsz przez Piotrkowską, przeciskamy się w tłumie, w ogóle jakoś mało znanych twarzy. Jakoś dało się przetrwać… Jaj jakiś większych nie było. Trochę śmiechu bo w końcu kumpli znalazłem i było o czym gadać 😛 zamiast mszy słuchać na zewnątrz. Miejsc nie było wcale. Musiałem się wycierpieć, że szkoda gadać. Zamianieamy się w moherowe berety na młodość…Dobra, ja już kończę. Krótko, nietreściwie, chaotycznie czyli jak zwykle u mnie… Idę grać w Call of Dupy 😛

Posted in Real Life | 1 Comment »