World Hydepark

O wszystkim i o niczym… Wolna Amerykanka

Run for you lives!

Posted by mrcollector w dniu Marzec 13, 2007

[Wyjątkowo krótki SF mojego autorstwa]

Zbliżali się do wyjścia…Jack miał tylko jedno zasrane marzenie odkąd przybył na tą przeklętą stację kosmiczną na Yavonie 4. Spierdalać stąd jak najdalej. Sytuacja wydawała się normalna. Tylko awaria telekomunikacji i ewakuacja części personelu. Kiedy przybyli wszyscy jeszcze żyli…ale wczoraj dosłownie wszystko poszło się jebać. Połowa oddziału Alana dosłownie gdzieś zniknęła. Przed kilkoma godzinami znaleźli ich ciała. Zjedzone, roszarpane…Długo nie czekali na sprawców. Jack sprawdzał główny hol kiedy przez radio dała się słyszeć wyjątkowo długa seria z Gatling Guna. Potem krzyk i wybuch granatu plazmowego, aż całą stację zatrzęsło…
– Alan, tu Jack. Co się tam kurwa dzieje?! Odezwij się.
– Jack! Jesteśmy atakowani przez nieznane stwory. Nie wiemy nawet z czym walczymy…Jakaś forma obcego. Kurwa mać! – słychać liczne strzały, wybuchy i jeden przeraźliwy wrzask, chyba obcy oberwał. – Oni wychodzą z ludzi! Słyszysz?! Są w nich. Ukryli się…Spierdalaj stamtąd! Jack?!
Jack nie odpowiedział. Nie odwrócił się nawet do personelu bazy wiedząc jaki ujrzy widok. Kątem oka spostrzegł tylko ciało jego medyka z monstrualną dziurą na głowie. Biegł ile matka mu dała. W życiu nie miał takiego kopa. Jego cel to dostać się do kapsuł ratunkowych…Radio po minucie całkowicie ucichło. Przynajmniej tak się zdawało. Jack spróbował:
– Alan, jesteś tam?
– Jeszcze żyję. I dwóch innych z mojej drużyny. Część obcych udało nam się rozwalić. Idziemy do kapsuł.
– Doskonale…
Znalazł się już w pokoju kontrolnym. Teraz tylko czekał na kumpla. W międzyczasie coś migło przy statku…Jack włączył zasilanie i ujrzał kilku obcych w całej okazałości… Paskudne szkarady, z częściami ludzkimi. Okropieństwo…Starał się włączyć działko laserowe, gdy do pokoju wpadł sam Alan.
– Gdzie reszta?
– Nie dojdą.
– Jak to nie dojdą? – Jack dzięki silnemu impulsowi sięgnął po karabin. Coś mu podpowiedziało, że osoba przed nim to nie ten sam kumpel z woja. Ale strzelić już nie zdążył…Ciało wyleciało przez szybę na dach statku ewakuacyjnego…Jack rzygnął krwią…Nie mógł zemdleć…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

 
%d bloggers like this: