World Hydepark

O wszystkim i o niczym… Wolna Amerykanka

Sesja „The Thing” vol.1

Posted by mrcollector w dniu Styczeń 7, 2007

A oto kolejna bardzo klimatyczna sesja RPG w klimatach gry „The Thing”, cholernie dobrego horroru. W sesji nie uczestniczyłem, nie jest moim dziełem itp. A więc zaczynamy:

„Od tej chwili ogłaszam ci rzeczy nowe, tajemne i takie nieznane. ”
Iz 48,6

Antarktyda

24.11.1986.r.
0:05
Antarktyda
Ziemia Wiktorii
90km od zachodniego wybrzeża

Antarktyda – ląd położony wokół południowego bieguna. Zwana jest także lodową pustynią, a wiele i opowieści o niej krążyło i nadal krąży, gdyż jest niezbadana i wiecznie tajemnicza. Znajduje się na niej wiele stacji badawczych inaukowców, którzy większość życia poswięcają na zbadanie tego lądu, ale czasem lepiej, żeby niektóre tajemnice nie zostaly odkryte…

Ów region pełen jest włoskich i amerykańskich stacji badawczych. Wśród jednej z nich nastąpiła kwarantanna trwająca parę tygodni po czym baza zerwała kontakt. Zadaniem grupy Eta wskład, której wchodzili Agnes Katzeberg, Jesus Mendoza, Travis Christie, Daniel O’Malley, Randolph Clare, Lana Smith oraz Jack Radzyminsky. Obecnie prowadzeni przez pilota w mocnym helikopterze lecą do milczącej bazy Aruis.
Siedzicie w milczeniu przerywając ciszę drapaniem się za głowę. Ten stan przerywałgłos pilota – Jesteśmy trzydzieści minut drogi od Aruis.

Daniel O”Malley
Peiprzona konserwa.-mrucze pod adresem helikoptera. Ile będziemy jeszcze tutaj siedzieć? Od kiedy wystartowaliśmy robi się coraz zimniej i śmigłowiec trzęsie się coraz bardziej..
Teraz tylko czekać, aż dolecimy, naprawimy antenę, bo żaden z „naukowców” nie mógł pewnie sobię poradzić z tak skomplikowanym problemem i odlecimy zbierajac punkty za dobrze wykonaną akcję..

Agnes Katzeberg

Agnes odwróciła wzrok od grupy i spojrzała w okno helikoptera, śnieg, lód, ciemne niebo… pustkowia bez śladu ludzi… spojrzała na zegarek *0:05* pomyślała. *Stacja zerwała kontakt… pewnie system komunikacji wysiadł* myśl o stacji napawała ją dziwnym wstrętem, nie lubiła opustoszałych miejsc, ani „mądrali” w białych fartuchach pracujących nad nie wiadomo czym… Teraz lecąc nad takim odludziem przypominała sobie niektóre chwile z życia, przed oczami miała wszystkie kable, opisy i tablice z wzorami, których nie znosiła się uczyć w szkołach…

Jeszcze 30 minut – pomyślała Lana- ciekawe o czym nam nie powiedzieli, gdyby do każdej zepsutej anteny wysyłali taką ekipę cała armia latałaby jak stado komarów. I nic nie powiedzieli o przyczynie kwarantanny.

Radzyminsky:

Skwitowałem ogłoszenie pilota pełnym aprobaty pomrukiem, po czym wróciłem do rozmyślań. Spojrzałem pełnym pogardy spojrzeniem na ludzi siedzących w kabinie i uśmiechnąłem się zagadkowo. „Taka misja jest dla nich odpowiednia”, pomyślałem. „Nie wymaga zbyt wiele. Znowu polarnicy coś zamieszali…”; w myślach uraczyłem zajmujących się badaniem bieguna ludzi kilkoma kwiecistymi epitetami.
Rozsiadłem się wygodniej, patrząc co i raz przez lufcik. „Śnieg, lód i sakramencki mróz… Trzeba było nie wyjeżdżać z Brazylii”.
Pogrzebałem chwilę w torbie, moim bagażu podręcznym i wyjąłem książkę. Ci, których to interesowało przeczytali: Edgar Allan Poe „Studnia i Wahadło.
Zagłębiłem się w lekturze.

Travis Christie

Obojętnym wzrokiem rozglądał się to po wnętrzu helikoptera i jego pasażerach, to po pokrytym grubą warstwą śniegu lodowym podłożu, terenu po którym niedługo będzie stąpał. Robił to bez przerwy, nie zwracając większej uwagi nawet na jakiekolwiek słowa lub gesty swojej drużyny. Podczas nieustannie powtarzającej się wędrówki jego oczu, prawa dłoń nieustannie przecierała pistolet spoczywający w drugiej ręce. Cała ta sytuacja zdawała się go nudzić.

Jesus Mendoza

Siedział przytępiony wszechograniającym mrozem wciskającym się pod ubranie każdą nawet najmniejąszą pozostawioną szczeliną. Zastanawiał się nad celem misji która właśnie zaczyna sie tu na pokładzie helikoptera jednocześnie spoglądając na niekończace się połacie śniegu i skał. Twarze członków drużyny nie wyrażały chęci do nawiazania rozmowy więc pozostał miczący i z ulgą przyjął wiadomośc pilota.

 

Randolph Clare

Uwielbiam mróz i śnieg , może nie tak duzy jak tu ale co tam . Patrząc po twarzach innych osób lecących tym śmiglowcem nie wróże im nic dobrego w tym klimacie . Ale co tam najwazniejsze doleciec zrobić swoje i wrócic szczęśliwie do domu
Radzymisky nie miał za wiele czasu i komfortu na czytanie książki.
Jesteśmy już praktycznie na miejscu. Bierzcie sprzęt i róbcie co macie. Gdy na coś się natkniecie skontaktujcie się z nami radiem w bazie, na pewno jakieś znajdziecie. Wtedy przekażemy dalsze rozkazy. Ruchy, ruchy! – Potędził was pilot i czuliście jak wichura za oknami szaleje albo to wina helikoptera i jego napędu śmigłowego.
Lądujecie przez moment aż wszyscy wychodzicie. Stoicie na coś dużej warstwie lodu przykrytego rzadkim śniegiem sięgającym wam do kolan. Przed wami było sporo zasp i pagórków, a za jednym z nich widzieliście małe, czerwone światełko z najwyższej wieży ów posterunku jako i bazy badawczej.

Travis Christie

Naprzód – odezwał się nagle, jego głos był stanowczy i głośny, dało się go doskonale usłyszeć nawet w tym szumie, przy zasłoniętych uszach. Po chwili wyszedł na przód – Nie ma na co czekać – dodał jeszcze po czy ruszył w kierunku wieży.

Agnes Katzeberg

Agnes dokładnie założyła kaptur na głowę i wyszła z helikoptera. Ruszyła wolno przez zaspy śniegu sięgające do kolan za Travisem. Przez gęsto padający śnieg zobaczyła czerwony punkcik w oddali – stacja badawcza. *Ale mróz, mam nadzieję, że mają tam coś gorącego do picia…* pomyślała Agnes i ta myśl podkusiła ją do przyspieszenia kroku. Raz po raz oglądając się czy wszyscy idą Agnes szła myśląc o piciu i problemie z anteną…

Daniel O”Malley
Czekam aż wszyscy wyjda po czym daję znak pilotowi śmigłowca, że mogą się już stąd zabierać. Potem odbiegam od smigłowca, nie chcę żeby mnie wciągnęło pod łopaty.
Potem szbko ruszam za resztą w stronę stacji..

Jesus Mendoza

Obrócił się jeszcze na chwilę szukając wzrokiem porucznika i ruszył za odziałem. Idąc rozglądał się na około i zastanawiał się skąd w takim pustkowiu mogło nadejść ewentualne niebezpieczeństwo.

Lana po wyjściu z helikoptera natychmiast zapadła się w śnieg, zaklęła i powlokła się za innymi myśląc o tym że Antarktyda powinna być jakaś bardziej zamarznięta i tajemnicza a tu śnieżek jak z gwiazdkowej pocztówki tylko straszny mróz. A potem uświadomiła sobie że coś tu nie gra, gdyby ktoś tu był, musiałby zauważyć lądujący helikopter i wyjść im na spotkanie. W końcu wizyty w tej okolicy muszą być rzadkościa.

Randolph Clare

Nie ma co się za dużo zastanawiac , pogoda świetna więc do przodu. Przemkneło mi przez myśl. Sprawdziłem ubranie i sprzęt. Odbezpieczyłem karabin maszynowy i wiodąc lufą po zasniezonym terenie udałem sie za grupą.

Radzyminsky

„Ech, Inkwizycja poczeka”, pomyślałem i z żalem opuściłem śmigłowiec.
Idę z nimi w miarę zwarto, a częste poślizgnięcie się na lodowej powierzchni komentuję niewyraźnym przekleństwem, które jest łapane przez lodowaty wicher.
Zasłaniam oczy ręką i przyspieszam-nie mam zamiaru zakończyć żywota w tym sakramenckim lodzie.

Pełnym krokiem wymuszonym z głebi resztek waszej siły ruszyliście przez te zaspy. Moglibyście to znieść gdyby nie zamieć śmieżna waląca wam w twarz. A przecierz tutaj rzadko są opady tego rozmiaru.
Ruszyliście przez pagórki i kawałki lodowych gór. Rozglądając się widzieliście pochmurne niebo i mgłe chowającą w całości horyzont. Widocznośc na zaledwie parenaście metrów.
Za ostatnią przeszkodą ujrzeliście lekki „wąwozik” jeśli można tak nazwać to miejsce między najwyższymi prawie-górami skał i lodu przysypanych gęstym śniegiem.
Stacja radiowa wyglądała mniej więcej jak trzy budynki połączone ze sobą. Dookoła był mały płot, a właściwie kraty. Najwidoczniej po to, aby miejska fauna nie mieszała się na ten teren. Parter bazy jest płaski i ma zamasane okna. Obok najbardziej położonego po prawej członu jest grupa rur wychodzących z fundamentu, a chowającego się pod ziemią. Budowle piętrzyły się na dwa kolejne piętra zaś człon położony po prawej miał na dachu małą wieżę, do której drogą były wystawione na mróz kręte, metalowe schody. Ów wieża na szczycie miała czerwone światełko. Widzicie dwoje drzwi. Jedne obok rur po prawej, a drugie na budowli po lewej stronie od frontu.
Travis idący z przodu poczuł coś twardszego pod nogami gdy szedł przez warstwę śniegu.

Travis Christie

Uniosłem prawą rękę w górę, zaś dłoń zacisnąłem w pięść. Prawdę mówiąc nie wiedział czy reszta to zrozumie, ale on był przyzwyczajony do tego typu gestów podczas akcji, po chwili, tupnął lekko w ziemię, sprawdzając czy to czasem nie mój organizm robi ze mnie głupie żarty, jeśli nadal czuje to co przedtem, stara się wykopać niewielką dziurę, aby sprawdzić co znalazł.

Doszliśmy do stacji, oprócz światła na wieżyczce nie ma innych śladów czyjejś obecności. Chociaż nie, Travis, który szedł z przodu coś znalazł wyjmuję pistolet…

Daniel O’Malley
Wspaniale. Wprost znakomicie. Śnieg, zamieć i oddział dzielnych żołnierzy prących w kierunku celu.
Włączyłem Walkie-talkie i nadałem do Mendozy
Mendo…-cholera, w takiej zamieci pewnie tego nie usłyszał..
Nadałem do wszystkich głośny piskliwy dźwięk, kiedy wszyscy się popatrzyli pokazałem na Mendozę, Clare i Radzyminsky’ego, a następnie wzkazałem drzwi koło rur.
Nawet goryl domyśliłby się co to znaczy…
Następnie machnięciem ręki przywołałem Smith i Katzberg, po czym podszedłem do Christiego.
Patrząc jak coś wykopuje sprawdziłem broń. Mam nadzieję że nie zamarzła.

Radzyminsky

„Śnieg, lód, śnieg, lód…i piekielna zamieć”, pomyślałem ponuro. Kiedy dobiegł do mnie pisk miałem ochotę przeklnąć plugawie, ale się rozmyśliłem. Lepiej sprawdzić, czego ode mnie chcą. Gest O’Malley’a nie przekraczał zdolności intelektualnych humanoida, więc w mig domyśliłem się o co chodzi. Nie było w tym zresztą nic zaawansowanego: jakoś trzeba było wejść.
Położyłem rękę na broni nie wyciągając jej jednak. „Przecież to tylko jajogłowi”, przekonywałem samego siebie. Potem z pogardą spojrzałem na innych. „Pochopni… Jeszcze kogoś zabiją…Byle nie mnie!”
Zrównałem się z O’Malley’em.

Travis poczuł drugi raz, że jest to coś twardego, ale metalowego jednocześnie. Jest niczym blacha.
Wykopał mały dołek w śniegu i wyjął ów przedmiot…

Travis Christie

Kiedy dowiedziałem się co tak naprawdę znalazłem, ze zdenerwowaniem spojrzałem na porucznika, wskazując mu jednocześnie tabliczkę z napisem „Teren wojskowy – wstęp wzbroniony”. Kiedy O’Malley zobaczył już co wykopałem rzuciłem to ponownie na ziemię i ruszyłem w odpowiednim kierunku.

Daniel O’Malley
„Stacja badawcza na Antarktydzie i teren wojskowy?
Co sie tutaj do ciężkiej choler dzieje…”
Machnąłem reką w kierunku Mendozy, dając mu tym samym znak, zeby szli sprawdzić tamte drzwi, a sam ruszyłem w kierunku tych po lewej stronie.
Po kilku krokach przystanąłem i odwróciłem się w kierunku Christiego i panienek. Idą czy nie?

Mendoza odczekał chwilę na Radzyminsky i Clarego i ruszył w stronę budynku wskazanego przez porucznika. W wąskich szczelinach małych okien nie było widać zapalonego światła więc włączył latarkę. Ustawiła się plecami do jedynch skrzydeł drzwi i i przygotował się do „dynamic entry”. Otworzył drzwi jedną ręką żeby Clary i Radzyminsky mogi wparować do środka.

Stanęłam za O’Malley’em przy drzwiach, jest ciemno i cicho. stacja wygląda na wymarłą. O’Malley zaraz otworzy drzwi, mogę go ubezpieczać ale na pewno nie wejdę pierwsza.

Agnes Katzeberg

Agnes stanęła obok Lany. *No wchodzicie czy mamy zamarznąć?* pomyślała, po czym popatrzyła na drzwi i ekipę…

Daniel O’Malley
Christie podejdzie do drugiej. Kiedy to zrobił wystawiłem trzy palce-otwiera drzwi za trzy sekundy.
Raz..
Dwa..
Trzy…!
Wbiegłem do środka, przbiegłem dwa-trzy metry i uważnie zlustrowałem otoczenie..

Ci, którzy poszli do drzwi na uboczu po prawej obok rur nie zdołali ich otworzyć. Reszta, która poszła na frontowe też mimo wszelkich prób nie zdołała otworzyć drzwi wejściowych w tradycyjny sposób.

Randolph Clare

Gdy Mendoza próbuje otworzyć drzwi i mu sie nie udaje zwracam sie do Radzyminskego –
może byśmy spróbowali je wyważyć , ale niewiadomo jak długo przyjdzie nam tu pozostać a wtedy drzwi sie przydadzą Niech Mendoza zostanie przy drzwiach , gdyby komuś zachciało sie wyjśc nimi a my chodzmy rozejrzeć się na zewnątrz parteru , przy oknach , może któreś jest przymknięte albo coś zobaczymy.. Jeżeli nie przyniesie to skutku to za 2 min spotkajmy sie przy schodach wiodących na wieżyczkę .
Po tych słowach pokazuje Radzyminskemu żeby poszedł w lewo od drzwi a ja idę w prawo.

Jest strasznie zimno. Obchodzimy stację szukając choćby śladu czyjejś obecności, drzwi i okna jak na razie zamknięte na głucho.

Jesus Mendoza

Mendoza wyciągnął krótkofalówkę i zaczął nadawać do O’Malleyego
*szsz* Poruczniku drzwi zamknięte *ssszz* próbujemy wyważyć *trzask* wrazie czego za 5 min idziemy za wami *szszz* over&out
Zaświecił latarką przez szybkę w drzwiach po czym odsunął się na krok, strzelił z pistoletu w zamek i wywarzył drzwi z kopa.

Drzwi wyważyć się nie dało nawet kilkakrotne walenie o metalowe wejście nie ruszało ich.

Jesus Mendoza

Muszą być zaspawane albo zablokowane czymś od środka -pomyślał poczym udał się po Radzymińskiego i Clarego pod wieżyczkę, a następnie do drzwi do których skierowała się reszta oddziału.
-Drzwi zabite na amen, przestrzeliłęm zamek i próbowałem je wywarzyć ale nie udało się. Randloph i Radzyminsky zrobili mały rekonesans. A tutaj jak idzie?

Radzyminsky

Jestem zły. Patrzę na drzwi wzrokiem pełnym podejrzeń.
Po jaką cholerę zamknęli się na amen?!-powiedziałem nie wiedząc do kogo.-Rozumiem, że większość naukowców jest pomylona, ale to? Psia ich mać.
Patrzę przez chwilę, po czym przyglądam się oknom.
Chyba można wejść przez okno…
Rozglądam się za czymś, czym mógłbym wybić szybę nucąc przy tym debilną reklamę hamburgerów: Wcinaj hamburgery, wcinaj hamburgery…

Większośćokien jest płaska i długa w poziomie i raczej trudne byłoby ich wybicie, a co dopiero przejście przez nie. Drzwi obok rur nie dało się otworzyć. Tych na froncie nikt nie próbował ruszyć. Jedyna droga na schody do wieżyczki prowadzi z dachu, a on jest oddalony od was o około pięć lub sześć na oko metrów. Widać wchodzi się na niego od wewnątrz.
Randolph odchodząc dookoła budynki zauważył, że pomiędzy poszczególnymi członami są skrzynie i pudła. Nic więcej nie zobaczył.

Podeszłam do frontowych drzwi i spróbowałam je otworzyć. Z buta wyjęłam nóż (przez moich stukniętych braciszków nóż w bucie jest równie nataralny jak skarpetka) i zaczęłam nim dłubać w zamku.

Daniel O’Malley
Dobra, szukajcie wszystkich możliwych otworów, którymi można się dostać do środka..
Staję przy drzwiach i czekam na wyniki starań Smith. Jezeli nic z tego nie wyjdzie próbuję starej metody, tzn. zdjąć kilka razy drzwi z buta..

Agnes Katzeberg

(Przy drzwiach na uboczu, obok rur)
Dlaczego drzwi są zamknięte, a w środku głucho? Poszli oglądać jak foki się opalają? – zła Agnes wyciągnęła skrzynkę z narzędziami i poczęła dłubać różnymi pasującymi w miarę do zamka narzędziami… śrubokręty i druty, z których może i by wytrychy były… *Ale zimno… a ja tu siedzę i tracę czas, jak zaraz nie otworzę zamka, to rozkręcę klamkę… a wtedy jeden kopniak i powinno być po sprawie*

Travis Christie

Tu się wydarzyło coś więcej niż tylko zwykła awaria – mówię, widząc jak O’Malley stara się rozwalić drzwi – Rozdzielenie się nie było dobrym pomysłem, ale rozkaz to rozkaz – kończę po czym ruszam w losowo wybrane miejsce, którego jeszcze nikt nie sprawdzał i staram się znaleźć jakiś otwór.

Obeszliście budowle i nie zauważyliście żadnych większych dziur, a te mniejsze wyglądają jak norka dla myszy. Tylko z kąd na Antarktydzie myszy?
Kule posiadające dziewięć milimetrów średnicy niewiele zrobiły twardym dzwiom bez klamek i było to zmarnowanie naboi. Mendoza stracił prawie całą serię.
Agnez równierz nie miała czego ciąć czy wiercić. Drzwi wydawały się stać tutaj solidnie nie dla ozdoby…

Randolph Clare

Spojrzałem na te skrzynie przy budynkach i pomyślałem że może wspiąć sie na nie i spróbować z dachu budynku dostać sie na schody wiodące do wieżyczki.
Czy patrząc na nie widzę taką możliwość.

Może zamiast próbować dostać się do środka, gdzie nikt nas nie chce bo by się odezwał powinniśmy poszukać tego przed czym tak szczelnie się zabarykadowali. – pomyślała Lana rozglądając się za Travisem – w końcu to on tu podejmuje decyzje.

Agnes Katzeberg

Agnes spakowała narzędzia spowrotem – Beznadzieja… – jednym słowem określiła próby dostania się do środka – Tu się stało coś strasznego, albo nie nazywam się Katzeberg… – spojrzała z podziwem i uznaniem na drzwi, które stały jak stały przedtem. Niczym nieosiągalna szkocka forteca baza stawała się coraz bardziej tajemnicza, i nie tylko dla Agnes. Dziewczyna wróciła do ekipy – Nie da się otworzyć tych bocznych – spojrzała na drzwi frontowe – Jak widzę tamte też nie… – westchnęła – Macie jakiś pomysł? – spojrzała po twarzach bez większego entuzjazmu.

Travis Christie

Wszystkie poszukiwania zakończyły się fiaskiem – mówię podchodząc do porucznika – Nie wiem co tu się stało, ale wydaje mi się, że komuś bardzo zależało na tym, aby wnętrze tej bazy pozostało tajemnicą – dodaje patrząc po obecnych – Nie wiem jak wy, ale ja nie lubie kiedy się coś przedemną ukrywa – kończę, zaś na mej twarzy pojawia się zdenerwowana mina – Ktoś coś znalazł? – pytam jeszcze i staram się wzrokiem odnaleźć resztę.

Agnes Katzeberg

Ja nic… – Agnes spojrzała na Travisa. Oczekiwała odpowiedzi reszty, ale wiedziała, że nikt nic nie zauważył prócz tabliczki porzuconej w śniegu, i zamkniętych szczelnie drzwi… raz jeszcze rzuciła okiem na złowieszczy budynek. Taka cisza napawała teren strachem. *Gdzie naukowcy…* przeszło w myślach Agnes i straszna prawda o ich losie nie dawała jej spokoju *Przecież… muszą gdzieś tu być… żywi? Martwi? Kto miałby ich zabić, wokół śnieg…* myślała spokojnie Agnes, kiedy ekipa naradzała się.

Radzyminsky:
(Wciąż przy rurach)
Golenie i strzyżenie…Za 5 centów-mruczę od rzeczy. Potem się zwracam do towarzyszy.-Coś tutaj jest nie w porządku…Nawet jeżeli znajdziemy wejście, to lepiej trzymać się w kupie. Ten, kto zamknął te drzwi może siedzieć w środku i powitać nas krótką serią.-milczę, po czym dodaję:-Kto ma radio? Lepiej się połączmy i wyłączmy ustrojstwo. Nie chcemy, żeby ktoś nas podsłuchał, czyż nie?-na moją twarz wraca cynizm.

Randolph rozglądał sięza pudłami. Gdyby je odpowiednio ustawił i miał dziesięć metrów wzrostu to może by wszedł na dach.
Chłod dookołą zdawał się coraz bardziej upierdliwy. Dawało po nogach i twarzy.
Drzwi od frontu wydają się być mniej solidne.

Travis Christie

Przecież nie będziemy tu tak stać – dodaje po czy ruszam w kierunku frontowych drzwi – Tych jeszcze nie sprawdzałem – rzucam sam do siebie odchodząc od pozostałych i staram się znaleźć jakieś mniejsze szpary, lub coś takiego w tych drzwiach. Jeśli nic nie znalazłem, staram się to zrobić w najstarszym z możliwych sposobów, czyli z buta…
W przypadku gdyby to zawiodło obracam się do O’Malleya i krzycze – Poruczniku gdybyśmy to zrobili jednocześnie, może przyniosło by to lepszy skutek.

Sluchajcie jak chodziliśmy dookoła to zauważyliśmy prę małych otworów prowadzących do środka, może z paru nabojów dałoby się wysypać proch, zrobić mini bombkę i rozwalić kawałek ściany.

Zespawane drzwi opierają się wszelkim mocnym uderzeniom, na coś takiego trzeba mieć ładunki wybuchowe…

Travis Christie

Znalazł ktoś coś? – pytam przez krótkofalówkę, po czym ruszam w kierunku Randolpha, który od jakiegoś czasu stoi w jednym miejscu – Znalezłeś coś? – pytam podchodząc.

Agnes Katzeberg

Bez entuzjazmu Agnes zaczęła obkrążać stację, próbowała zobaczyć coś przez okna… ale wszystko wskazuje na to, że naukowców wewnątrz nie ma, a przynajmniej nie ma duchowo…
Agnes wraca do grupy – Nie mam pomysłu… zaraz zamarzniemy, a tam w środku nikogo nie ma, po co nas tu wzywali jak nikogo nie ma – powiedziała, nie wiedząc czy ktoś ją słyszał.

Radzyminsky

Nie mamy zasięgu, nie możemy się dostać do środka, zamarzamy, jajogłowi pewnie sobie piją herbatkę…Witamy na Biegunie Południowym!
Idę w stronę frontowych drzwi i widzę wysiłki Travis’a.
Czyjaś babka by musiała spółkować z niedźwiedziem, by któryś z nas mógł to otworzyć-zauważam.
Myślę przez chwilę, a potem mówię, a właściwie krzyczę przez wicher:
Czy myślisz, że możnaby wysadzić te drzwi bombą z naszego prochu?

Randolph Clare

Spójrz – mówie -do Travisa —tam są pudła zastanawiałem sie czy kładąc je jedno na drugie nie damy rady wejśc na dach a z tamtąd na wieżyczke ale chyba nie.Ale może coś jest za tymi pudłami choć ze mną sprawdzimy.

Travis Christie

Nie sądzę – krzyknął w stronę Radzyminskyego, po czym ruszył za Randolphem, starając się przestawić te skrzynie – Wątpię czy na jakiejkolwiek innej misji przyszło by mi przesuwać drewniane skrzynki, w takim cholernym zimnie – kończy mówiąc sam do siebie, jednak na tyle głośno, aby Clare go usłyszał.

Daniel O’Malley
Włączam radio i nadaję:
Dobra, wszyscy zebrac się w jedno miejsce, to jednak nie jest zwykła awaria, lepiej się nie rozdzielać.
Miejsce zbiórki frontowe drzwi.
Christie, Clare gdzie leziecie?

 

Randolph Clare

– No cóż damy rade – krzyczę głóśno by przekrzyczeć wiejący wiatr.

Przesuwamy skrzynie szukając czegoś innego niż zwały śniegu

Agnes Katzeberg

*Jeżeli nie wejdziemy do tej stacji, nie przyleci helikopter lub nie nastanie globalne ocieplenie, to jesteśmy martwi za kilka godzin…* pomyślała Agnes patrząc na wysiłki grupy – Może pomogę… – Agnes podeszła do Randolph’a i próbuje przesunąć skrzynię.

Przesuwanie skrzyń idzie wam ciężko gdyż coś napewno w nich jest. Przesunąć – pewnie, ale włożyć jedno na drugie to byłby wyczyn dla największych siłaczy.

Mówię wam zostawcie te skrzynie i wysadźmy ścianę albo drzwi jest coraz zimniej. Jako medyk zalecam dostanie się do środka za wszelką cenę bo grożą nam odmrożenia.

 

Travis Christie

Więc rusz dupę i to zrób! – krzyknął słysząc lamenty Lany – Przecież wszyscy nie będziemy przesypywać prochu! – dodał jeszcze po czym wrócił do przesuwania skrzyń. Grożą nam odmrożenia – przedrzeźnił ją głupawym tonem, wcale nie starając się by go nie usłyszała – To wiem nawet ja – zakończył i zajął się już tylko i wyłącznie skrzyniami.

 

Jack O’Malley
Podchodząc do ukłądających skrzynie mówię:
A czym chcesz wysadzić ścianę, Smith? Prochem z amunicji? Wątpię by cała nasza amunicja pozwoliła na wysadzenie stalowych drzwi lub grubej, budowanej z myślą o burzach śnieznych ściany.
Otwórzmy te skrzynie i wywalmy ich zawartość, łatwiej bedzie je ustawić…

Zacząłem podważać wieko skrzyniu nożem…

 

Radzyminsky

Głośniej, panie O’Malley-mówię dowódcy z sarkazmem.-W Waszyngtonie jeszcze nas nie słyszą. Nie wiem jak panu, ale wydaję mi się, że ta sprawa śmierdzi. Nie mówiąc już o tej krypie, która nas wysadziła w sam środek tego kibla-wskazuję na zamieć wokół. Nagle pomysł przychodzi mi do głowy i spoglądam bystro na O’Malley’a.-Czy może pan powiedzieć tym żołnierzykom, że zamiast ustawiania skrzyń mogliby sprawdzić co jest w środku?
Staram się stanąć (zasłonić się?) tak, żeby wicher tak na mnie nie wiał.
Jeszcze trochę, a będziemy mieli załatwione odmrożenia II stopnia, teraz pewnie większość z nas ma już pierwszy-mówię mentorskim tonem, nieco nie na miejscu. Potem sprawdzam apteczkę zwracając uwagę na coś w rodzaju maści na odmrożenia. Przyglądam się ogólnie wszystkim narzędziom (medykamentów pewnie nie ma, jak w każdej wojskowej apteczce.).

 

Agnes Katzeberg

Agnes przez chwilę przysłuchuje się uwagom Smith i odpowiedziom na jej słowa, po czym patrzy na O’Malleya i wyciąga śrubokręt ze skrzynki – Sprawdźmy te pudła… – powiedziała bardziej do siebie, i zaczęła podważać to samo wieko od skrzyni co O’Malley.

 

Randolph Clare

– Może oni mają narazie racje -mówie do Travis Christie, chciaż zwróciliśmy ich uwage tymi skrzyniami . Pomóżmy im otworzyc te skrzynie!

 

Radzyminsky

Patrząc na marne rezultaty pracy podchodzę do innych i staram się pomóc, w miarę możliwości. Robię to jednak z wyraźną niechęcią.
Jeżeli tu znajdziemy coś przydatnego, wzniosę z lodu ołtarz-przyrzekam zgryźliwie.

 

Jakim cudem 5 dorosłych facetów nie może wywarzyć gównianych drzwi Mendoza coraz bardziej zirytowany głupią sytuacją w jakiej się znależli zaczął ponownie analizować fakty. Ruszył najpierw do drzwi przy rurach wyciągnął z pochwy nóż i wsadził w szpare między drzwiami Wystrzeliłem zamek więc drzwi powinny dać się wywrzyć ale cholera się nie dają to znaczy że mogą być zablokowane porzeczną belką albo co gorsza zaspawane. pomyslał ciągnąć nożem po konturze drzwi.

 

 

Daniel O’Malley
Rzucam odruchowo:
Zamknij się Radzyminsky..
Poza tym nie próbujemy sprawdzić co jest w tych pieprzonych skrzyniach, ale opróżnić je na tyle, żeby można było ułożyć z nich jakiś stos i dostac się na dach..

 

 

Radzyminsky

Skłaniam się dwornie.
Słucham i jestem posłuszny, dostojny panie.-Oceniam skrzynie i dach i uśmiecham się z politowaniem.-A kijów-samobijów nie chcesz, panie O’Malley? Bo chyba nie masz 18 stóp wzrostu. Mam nadzieję, że się mylę, albo będziemy musieli wykorzystać pomysł Ikara i Dedala, używając skrzydeł pingwinów.

 

 

Daniel O’Malley
Nie „panie O’Malley tylko „panie poruczniku”,-warknąłem, wysłali nas na koniec, praktycznie bez sprzętu, a teraz jakiś wyszczekany gówniarz po szkole medycznej bedzie mi pyskował..
-Twoje zachowanie podchodzi pod zuchwalstwo wobec przełożonego.
Jeżeli masz jakiś lepszy pomysł, niż dostanie się przez dach to słucham. Zapewne pozwoli nam to oszczędzić siły. No więc?

 

Wszystkie próby opierały się na skrzyni jednak ostrze zrobiło małą szparą, którą można było poszerzyć i tak oto wieko skrzyni otworzyło się i ujżeliście stos papierów, śmieci i pozostałości po jedzeniu. Mimo wszystko intuicja mówi wam, że to nie wszystko.

 

Lana przestała zwracać uwagę na rzesztę grupy zajętą rozgrzebywaniem śmieci, z sześciu nabojów wysypała proch i sporządziła małą, sprytną bombkę. Wcisnęła ją w jeden z zauważonych wcześniej otworów w bocznej ścianie i podpaliła lont. Czekając na efekt myślała – przecież ściany baz podbiegunowych budowane są z prefabrykatów, trochę to podgrzać i powinna się zrobiś niezła dziura.

 

Travis Christie

To nie ma sensu – zostawił jedną ze skrzyń, patrząc na resztę – Chyba nie jesteśmy tu aby zająć się śmieciami – mimo iż powiedział to zdenerwowanym tonem, to po chwili na jego twarzy zagościł delikatny uśmieszek, który jednak zniknął tak szybko jak wrócił do rzeczywistości… To na pewno nie jest rozwiązanie – skończył i uważnie zaczął się rozglądać – Cholera musi tu być gdzieś jakieś wejście… tylko gdzie – dodał wodząc wzrokiem, po budynku, otoczeniu, skrzyniach…

 

Agnes Katzeberg

Opróżniamy te skrzynie? – spojrzała na ekipę i rzeczy w pudle. Powoli zaczęła pozbywać się papierów rzucając okiem na niektóre zapiski… – Bez sensu – przestała wyrzucać bezwartościowe śmieci i spojrzała na Lanę *A ona co robi?* pomyślała przyglądając się.

 

Lana nie posiada lontu, ale wysypała proch w małą kupkę w dłoni… Lana wyjęła z apteczki kawałek gazy i skęciła go w zgrabny loncik. Który okazał się i tak za krótki, aby go podpalić i dać dyla.

 

Radzyminsky

Widać było, że chciałem dodać jakąś kąśliwą uwagę pod adresem Jaśnie Oświeconego Pana Porucznika, niemniej powstrzymałem się. Prychnąłem tylko pogardliwie (co pewnie i tak zagłuszył wiatr) i spojrzałem na kupę śmieci.
Ha, ha, ha…-powiedziałem wolno i dobitnie.-Wywalamy wszystko co tam jest? Może pod tą górą śmieci jest coś, co może się przydać? Mam nadzieję, bo inaczej będziemy musieli budować igloo, panie poruczniku-ostatnie słowa wycedziłem przez zęby. Potem spojrzałem na Lanę z widocznym rozbawieniem.
Mały komandos-pochwaliłem ją ironicznie.-Wątpię, żeby w tym wichrze możnaby to rozpalić…A poza tym, macie zapałki? Jeżeli tak, to wspaniałomyślnie użyczę bandaża z mojej apteczki.

Dopisek by Heimdall: Gaza?! Chcesz użyć do tego gazy?! Będzie śmierdzieć i zanim się dobrze rozpali, to będziemy się tłumaczyć przed Tronem Niebieskim. Wiem, bo próbowaliśmy na obozie.

Lana schowała proch i podeszła do rur wystających z bazy.
-ciekawe czy nie mają tu wylotu wentylacji, przy budynku tej wielkości, zamkniętych stale drzwiach i oknach, przewód wentylacyjny powinien być na tyle szeroki żeby można było wejść do środka.

Znalazłaś średniej wielkości przewód wentylancyjny, który oczywiście leżał na dachu, bo jak wiadomo wszystko idzie do góry. Pozatym trudno o duży w bazach na Antarktydzie.

Tracąc resztki zdrowego rozsądku, zmarznięta Lana podeszła do frontowych drzwi i zapukała.

Pukanie w potężne drzwi nie przyniosło efektu i nikt się nie odezwał. Właściwie to wicher z zamiecią silniejsze były od tego pukania.

Daniel O’Malley
Hmm, te skrzynie muszą coś znaczyć, inaczej nie p[ostawili by ich tutaj ot tak sobie….
Smith, spróbuj skręcić lont ze zwykłej nici..-mówią, po czym odsuwam skrzynie na bok, nie opróżniam, ale po prostu odsuwam.
Jak skrzynia wypełniona papierami może być tak ciężka, żeby nie móc jej podnieść…?

Travis Christie

Możliwe… tak czy siak warto sprawdzić – dodaje po czym kuca i przewraca na bok otwartą skrzynię.

Po dokładniejszym grzebaniu w śmieciach znaleźliście nawet coś co mogłoby udawać za linę. Wiatr się silny, ale to wam sprzyja i śnieg pada niemal poziomo i z tyłu stacyjki pomiędzy górką, a budynkiem praktycznie nie jest odczuwalna wichura tylko porządny świst.

Randolph Clare

Może przestaniecie się kłóćic i pomyślimy – Zwracam sie do całej reszty która mnie słucha.

Według mnie sa dwa wyjścia
– Za pomoca liny wspiąć się na dach ( czy ktoś zgłasza się na ochotnika )
– albo jest tu gdzieś ,,tajemne wejście” gdzieś przy frontowych drzwiach lub
gdzieś na ziemi wsród sniegu ale blisko budynku
albo moźe gdzieś w poblizu skrzyń znajdujące sie przy ziemi

Proponuje podzielić sie na grupy i zająć się jego szukaniem

Co wy na to ?

Radzyminsky

Patrzę na Clare’a z politowaniem, rozdarty między wybuchnięciem śmiechem a rozpłakaniem się.
Takich to topić z litości!-przewracam oczami.-Tajemne wejście na stacji badawczej? Po jaką zarazę? Masz linę czy będziemy musieli związać nasze sznurówki? Człowieku, jeśli będziesz miał podobne pomysły to najlepiej zacznij walić głową w drzwi w charakterze tarana. Tak samo to pomoże, a przynajmniej nie będę musiał słuchać podobnych mądrości.

 

Daniel O’Malley
Pierwszy raz się z tobą zgodzę Radzyminsky. Po jaką cholerę mieliby tutaj montowac jakieś tajne przejścia. mamy linę to posłużymy się liną.
Ktoś umie zrobić lasso i zarzucić to tak żeby można się było w miare bezpiecznie wspiąć..?

Randolph Clare

Powstrzymując LEDWIE nerwy podchodze do Radzyminskego

– Jeżeli ty nie chcesz zostać tym taranem ,,okularniku” to sie nie odzywaj nie pytany , a jeżeli już się odzywasz to rób to z szacunkiem dla drugiej osoby ,,cepie”.
– A jak ci sie juz bardzo nie podoba to służe ,,satysfakcją ”
Mówiąc to patrze mu prosto w oczy.

Jeżeli Radzyminsky nie reaguje to krzycze do Lany – Poczekaj tam na mnie juz do ciebie idę . Przewieszając karabin przez plecy mówie do Travisa
Jeżeli już skończyłeś pruć te skrzynie to chodz ze mna na górę , co dwie lufy to nie jedna . Mówiąc to usmiecham sie bo pewnie nie zauważy jak puściłem mu ,,oko,,.

Radzyminsky

Roześmiałem mu się w twarz.
Po pierwsze, nie mam okularów, po drugie, wystarczy STARSZY SIERŻAŃCIE Radzyminsky, bądź też DOKTORZE Radzyminsky. Ani myślę z tobą walczyć, owcojebie. Idź i poskarż się panu porucznikowi, a on cię z pewnością wysłucha, jeśli oczywiście zniży się do poziomu rozmowy z takimi jak ty. Satysfakcję sprawisz mi odwróceniem się na pięcie i darowanie moim oczętom widoku twojej zaślinionej mordy.-potem mój głos stwardniał.-A więc wypier dalaj mi z przed oczu, G.I., bo po powrocie do Waszyngtonu powiem coś nieco.

Randolph Clare

– Możesz dodać w swojej wypowiedzi tez to – Mówiąc to z całej siły wyprowadzam prawy sierpowy celując w jego głowe jednocześnie lewa ręką zbijając możliwy jego blok.

Po różnym skutu tej akcji . mówię – Może to nauczy cię szacunku do ludzi
DOKTORZE

Travis Christie

Co do…! – wrzasnął, odpychając Randolpha – Najlepiej obaj zamknijcie mordy i przestańcie się zachowywać jak dwie zasrana pierdoły! – krzyknął na obu – Nie jesteśmy w wesołej sytuacji a wy takie szopki odpierdalacie! – mówiąc to wydawał się być naprawdę zdenerwowany.

Raddolph Clare

Masując dłoń mówię – ok – tylko powiedz mu Travis żeby sie odczepił

Ale przynajmniej znowu poczułem sie pewny swojego postępowania a nie jak tu gdzie niewiemy o co chodzi i kręcimy sie wkoło.
Emocje już troche opadły więc mogę rozejrzeć sie jeszzcze raz po otoczeniu i zobaczywszy Lanę idę w jej kierunku.

Daniel O’Malley
Oddział…
Skąd się tacy wzięli w operacji specjalnej?
Boooże..
Clare, dopuściłeś się jawnej napasci na starszego stopniem. Normalnie trafilibyscie pod sąd wojskowy. Tym razem skonczy się na opstrzezeniu.
Radzyminsky, jeżeli jeszcze raz kogoś sprowokujesz, nawet niższego stopniem, zastrzelę jak psa.
Smith, daj ta linę, bo ty chyba nigdy tego sama nie zarzucisz.

Biorę linę i kilka razy nią zakręciwszy staram się ją odpowiednio zarzucić…

Randolph Clare

Słuchając krótkiej i trafnej przemowy O’Malleya, Randolph czuł się jak skarcony dzieciak , ale mial też satysfakcję z tego że nadal w armii są inteligentni i sprawiedliwi oficerowie.

Tak jest dziękuje -zwrócił się do swojego rozmówcy

Radzyminsky

Zacząłem klnąć plugawie do niemiecku, brazylijsku, hiszpańsku, po czym przerzuciłem się na argentyński.
Odczułem pewną satysfakcję, bo nikt nie wiedział, co mówię, a gdyby mnie ktoś zrozumiał to pewnie stałbym się pokarmem dla pingwinów.
Ave Cesar-mruknąłem do O’Malley’a, patrząc na niego z nienawiścią w oczach.-Morituri te salutant.
Potem spojrzałem na Clare’a jak na obrzydliwego karalucha, który był na tyle upierdliwy, że wlazł za kołnierz i powiedziałem po brazylijsku:
Ciesz się, skur wielu, że nie jesteśmy w Waszyngtonie. Wtedy byś tak srał, że byś się utopił.

 

Czas leci, a wy marzniecie na tym wichrze policzki, które były różowo-czerwone stają się powoli bledsze, a wy lekko słabniecie, ale nadal stoicie na nogach. Marnotractwo czasu na pogaduchy zamiast działania.

Randolph Clare

Mina Radzyminskego nie wróżyła nic dobrego , powiedział chyba też coś w moim kierunku ale niestety nie zrozumiałem o co mu chodzi a nie miałem zamiaru go o to pytac. Pozostała satysfakcja że może dzisiejsze zajście da mu trochę do myslenia i oduczy kablować .

Poszedłem w kierunku porucznika aby pomóc mu z liną.

Lana stoi w śniegu, marznie i patrzy co wyjdzie z wysiłków O’malleya po czym idzie do sterty skrzyń aby poszukać jednak jakiegoś ciężarka (no bo wieje silny wiatr więc nieobciążoną liną nikt nie dorzuci).

Wcześniejsza próba zarzucenia zdechłej i krótkiej liny na takiej wichurze była raczej kiepskim pomysłem. Znaleźliście odpowiedni pręt dobre wygięty, aby mozna go było użyć za coś do odciążenia…

Mendoza lekko się uśmiechnął słysząc Radzyminskiego klącego bo hiszpańsku z wyrażnym brakiem wprawy i obeznania w najmodniejszych obecnie bluźnierstwach. Powedziałby tak u mnie na dzielnicy to by go śmiechem zabili Ale szybko wrócił do rzeczywistości która boleśnie dawała o sobie znać kąszacym mrozem. Obejżał DOKŁADNIE frontową sciąnę i drzwi, złapał za klamkę i lekko ją pociagnął i popchał chcąc sprawdzić czym i jak mogą być ewentualnie zablokowane. Muszą tu być skutery śnieżne a co za tym idzie benzyna. mówiąc to rozejrzał się za wspomnianymi fantami.

Ku twojemu zdziwieniu nie zauważyłeś żadnej pojazdu do transportu co bardzo cie dziwi. Benzyny nie znalazłeś na takim mrozie. Czujesz, że drzwi nie są zablokowane tylko są „mocno trzymające się ściany” i ani drgną. Jednak nawet mały wstrząs potrafi zdziałać wiele.

Radzyminsky

Szperam w skrzyniach wciąż mamrocząc pod nosem. Może być tam coś ciekawego, co warto zabrać.

Travis Christie

Chyba lepszej roboty tu nie znajdziemy – dodał po czym zaczął pomagać Radzyminskyemu – Nie wiem jak ty, ale ja zaczynam mieć tego wszystkiego dość – kończy i skupia się jedynie na skrzyniach…

Hm mały wstrząs może wiele zdziałać? Kto to powiedział? Ciekawe czy którejś ze skrzyń nie udałoby się rozpędzając nalodzie użyć jako tarana i sforsować w końcu frontowe drzwi…-mruczy pod nosem Lana, przeszukując jednocześnie skrzynię bo jak nie taran to może jednak z jakiejś małej puszeczki dało by się bombkę zrobić. Jakoś te drzwi trzeba ruszyć. A może one przymarzły po prostu? I wystarczy byle co żeby je ruszyć.

Ej panowie -Mendoza starał się przekrzyczeć wichurę. -Ostatni raz spróbujmy siła a potem jak się nie uda to pokombinujemy. Bierzemy we czterech skrzynie i walimy w drzwi. Może i brak w tym finezji ale co tu pierdolić dupa mi odmaraza a czas ucieka.

Agnes Katzeberg

Cały czas stojąc i praktycznie przysłuchując się rozmowom, czasem całkowicie pozbawionych sensu (nie mówiąc o kulturze) Agnes spojrzała na ekipę – Jeśli tylko trzeba pomocy w czymś to się zgłaszam, coś mam zrobić? Mam dość stania na tym mrozie! – zaproponowała pomoc.

Radzyminsky

Chyba masz racje-odpowiadam Mendozie, choć widać, że jestem sceptycznie nastawiony do tego.-Acta est fabula, bierzmy tą cholerną skrzynię.

Wspólnie zebrani w grupie odgarniacie śnieg, którego przybywało, aby dojść do lodu, po którym sunąć miała się twarda skrzynia. Wiatr i wichura nie była idealna dla waszej sytuacji, ale pod wianie pod skosem trochę wam ułatwiało sprawę i ruszyliście.
Z potężną siłą ruszona skrzynia po lodzie walnęła w drzwi i usłyszeliście dziwny dźwięk łamania i potężnego stłuknięcia jakiegoś przedmiotu. W drzwiach pojawiło się lekkie wgniecienie wzdłuż całej powierzchni, a długie sople, który widziały na drzwiami zleciały na was gradem przyprawiając o ból.

Agnes Katzeberg

Aaa! – krzyknęła cicho Agnes i spojrzała za siebie na już spadający jej z pleców kawałek sopla, grube zimowe ubranie na szczęście robi swoje… – Chyba coś się odblokowało, jak myślicie? Słyszeliście ten dźwięk? – Agnes spoglądała na drzwi i skrzynię…

Lana podeszła do drzwi i spróbowała je otworzyć……

Randolph Clare

Jestem zaraz za Laną z karabinem gotowym do strzału. Nerwy napięte do granic wytrzymałości. Wysilam wzrok wpatrując sie w drzwi.

Travis Christie

A może poczekacie na rozkaz – dodał wodząc wzrokiem po śmiałkach wychodzących naprzód – W co wy się właściwie bawicie, to nie jest wojsko dla przedszkolaków, żołnierz, którego bał bym się trzymać za plecami z palcem na spuście i nasza pani medyk, pchają się tam, gdzie przy odrobinie szczęścia może zyskać parę dodatkowych miejsc do treningu swoich umiejętności medycznych – kończy, nerwowo uderzając palcem w skierowaną w kierunku ziemii lufę swojego karabinu…

Daniel O’Malley
Travis, my wchodzimy pierwsi, Clare ubezpieczasz, reszta czeka aż bedziemy w środku i damy znać..
To powiedziawszy ustawiam się po jednej stronie rzwi i czekam na Travisa, kiedy ten bedzie naprzeciwko otieram gwałtownym ruchem drzwi, jeżeli nie bedzie się dało uderzam je kilka razy z buta…

Travis Christie

Tak jest – dodał widocznie jakby w lepszym humorze. Momentalnie ustawił się na wyznaczonym miejscu i czekał na posunięcie O’Malleya, jeśli temu udało się wejść, wpada chwilę później od razu z karabinem przy policzku uważnie się rozglądając.
Jeśli natomiast drzwi dalej blokują nam dostęp, odchodzę na moment obracam się do porucznika i dodaje – Chyba trzeba będzie jeszcze raz wprawić skrzynie w ruch – syknął zerkając na drzwi.

Lana została odciągnieta w tył. Randolph i Travis wraz Danielem skierowali lufy w wyjście z budynku. O’Malley nie dał rady otworzyć drzwi gdyż skrzynia lekko przyblokowała to. Musieliście ją odsunąć na bok jednak to nie zmieniło sytuacji. Drzwi ani rusz, ale czuł, że coś się rusza w zawiasach. Gdy nic nie pomogło wykorzystał stosowaną od starożytności do dziś metode.
Gdy podeszwa jego grubego, skurzanego buta zetknęła się z drzwiami te nagle puściły i otworzyły się w wewnętrzną stronę. W środku panował lekki mrok i jedyna neonowa lampa na końcu sali tryskała iskrami i dawała nikłe światło. Na przeciwko drzwi był podobny mechanizm, z którego zwisały w górnej części kable i latał równierz grad iskier.

Travis Christie

Kiedy wchodzi, rozgląda się uważnie po wnętrzu budynku i upewnia się, że wszystko jest ok, opuszcza karabin i odwraca się do reszty – Tu się widocznie zepsuło coś więcej – mówi i cicho gwizda – Co teraz? – dodaje po chwili, kiedy wszyscy znaleźli się już wewnątrz.

Daniel O’Malley
Po wejściu patrzyłem sie przez chwilkę na ten cały obraz zniszczenia.
Katzberg, spróbuj się połączyć z bazą i zdaj raport o tym co do tej pory sie działo, Clare pilnuj jej, reszta do środka, Travis, sprawdźmy co jest dalej.
Odbezpieczyłem broń i powoli zacząłem iść do przodu..

Randolph Clare

Odpowiedziałem skinieniem głowy i zaczełem się rozglądac za bezpiecznym miejscem w którym AGNES mogłaby przycupnąc i polączyc się z bazą.

Agnes Katzeberg

Agnes zdjęła kaptur i pośpiesznie według polecenia starała się połączyć z bazą – tzztzzztzz Baza, baza, tu Eta… jesteśmy w stacji, słyszycie mnie? tzztzzztzz – wichura na zewnątrz i cisza wewnątrz rozpraszały ją. –tzztzz Baza, baza tzztzzz – Agnes spojrzała na Randolpha – Kapralu straszna zamieć… – przysłuchiwała się chwilkę świstom i podmuchom z zewnątrz po czym znowu spróbowała połączyć się z bazą.

Travis Christie

W takim razie niech pan prowadzi poruczniku, będę pana ubezpieczał – powiedział w stronę O’Malleya, po czy ruszył za nim powolnym krokiem z karabinem przy policzku, uważnie się rozglądając.

Po wejściu do środka zauważyliście, że sala jest czymś w rodzaju szatni, a jednocześnie przedpokoju, jednak widać, że składowali tutaj sporo rzeczy. Coś jak magazyn. Dookoła ławki do siedzenia, ułożone po środku i sporo pudeł jedno na drugim pokładane. Macie drzwi na lewo i na prawo oraz schody. Podłoga jest biała pełna kafelków. Ściany obite metalem, a sufit ku waszemu zdziwieniu jest cały mokry i kapie z niego trochę kropel. Dopiero po chwili widzicie, że w paru miejscach są jakieś szpary. Dziwne sięwam wydajo to iznikt was nie przywitał. Miejsce wydaje się obumarłe.
Z dworu do wnętrza wlatuje sporo chłodu. Czujecie lekkie rozluźnienie i zwolnienie oddechu. Mimo temperatury letniej nie czujecie jej idealnie gdyż potwornie zmarzliście.
Agnes nie dała rady połączyć się z bazą w tym miejscu. W taką zamieć graniczy z cudem skontaktowanie się nawet z radiostacji, która jest oczywiście na wieży.

Agnes Katzeberg

Nie da rady… – Agnes zaprzestała prób połączenia się z bazą i spojrzała na kaprala jakby nieco zawiedziona tą sytuacją, i choć wiedziała, że to nie jej wina z tym połączeniem… poczuła się źle, że nie wypełniła polecenia.

Travis Christie

Co tu się do cholery dzieje – odezwał się nagle wzrokiem wodząc po pokoju, po chwili jednak podszedł do szafek i zaczął je otwierać, rozwalając drzwiczki wszystkich tych, które były zamknięte, dopuki nie znajdzie jakichś rzeczy, mogących należeć do obsługi.

Mendoza wszedł do wnętrza zaraz po tym jak dostał sygnał od pierwszej grupy. Z odbezpieczonym karabinem i przymocowaną do jego lufy latarką obejrzał się poraz ostatni na zewnątrz żeby upewnić się czy nikt ich nie obserwuje. Nie podobał mu się panujący półmrok więc rozejrzał się za włącznikiem światła, dopuścił możliwośc że nie ma zasialania ale zawsze warto spróbować pomyślał. Kiedy zobaczył że Travis poszedł już w samopas i rozwala szafki odezwał się w te słowy:
-Jakie są rozkazy Panie poruczniku?

Radzyminsky

Powinniście powiedzieć: „Sezamie, otwórz się”-rzuciłem z uśmieszkiem.-Piękny wieczór, czyż nie?-mówię do ogółu.-Na brak zdarzeń nie możemy narzekać. Jesteśmy tak „zdarzeni”, że aż się rzygać chce.
Wchodzę, już teraz milcząc. Nie jestem aż tak nerwowy, żeby strzelać do własnego cienia (Clare byłby już odpowiedniejszy), ale strzeżonego od sprawy z urzędem ubezpieczeniowym Pan Bóg strzeże. Rozejrzałem się, po czym spojrzałem za drzwi.
Potrącą nam z żołdu te drzwi.-mruknąłem z niesmakiem.

Daniel O’Malley
Zlustrowałem otoczenie i powiedziałem:
Katzberg, Clare do środka. Przydałoby się zamknąć te drzwi, bo inaczej temperatura tutaj nie bedzie się wiele różniła od zewnątrz.
Reszta zabezpiecza teren, nie wiem co się tutaj stało, ale prawie na pewni będziemy potrzebowali jakiejś bazy wypadowej w pobliżu wyjścia.

Wyszczekawszy rozkazy, zaczynam przetrzasać okolicę, pomagając w rozwalaniu szafek i zastanawiając sie co też się tutaj do cholery stało..

Agnes Katzeberg

Przecież musieli brać pod uwagę zamieć i problemy z połączeniem się z bazą… to Antarktyda, wiedzieli przecież, że z stacji się nie połączymy, bo tu się antena zepsuła. A właśnie… gdzie ta radiostacja? – Agnes rozejrzała się – Trzeba znaleźć kogoś, ktoś tu musi być no i radiostacja też… – powiedziała

Radzyminsky

Panie poruczniku-powiedziałem podchodząc do O’Malley’a.-Może by tak zasłonić czymś te drzwi…A raczej to, co z nich zostało? Odsłonięte nie przydadzą nam się, bo ciągnie od nich jak z tunelu aerodynamicznego i śnieg dostaje się do środka, jak pan widzi.-uśmiecham się ironicznie.-Na rzucanie śnieżkami ani na lepienie bałwana nie będzie czasu, panie porucznik. A nie widzę innego zastosowania dla śniegu w środku budynku. Może zagrodzimy je skrzynią? Zostanie wyjście w razie użycia taktyki „zając”, a przynajmniej zostanie trochę osłonięte.

Lana stanęła nz uboczu i patrzyła na mokry sufit „z czego tak kapie? Jeżeli trwa to od jakieś czasu to podłoga powinna być mokra a jeśli woda(czy coś innego) dopiero zaczęła się przesączać to lada chwila sufit może nam runąć na głowy ”
Zaczęła dokładnie oglądać pomieszczenie.

Randolph Clare

Rozglądam się w koło widze dwoje drzwi na lewo i prawo i schody.
Podchodze do drzwi po prawej stronie i delikatnie prubuje je otworzyc.

Agnes Katzeberg

Podeszła do Lany – Co tak kapie z sufitu? – przyjrzała się uważnie cieczy, po chwili Agnes poszła za Randolphem, *Tu się dzieje coś niedobrego… jak tylko znajdę jakiegoś naukowca to go chyba uduszę, najpierw nas tu wzywają ,a teraz nikogo nie ma…*

 

Travis obłupywał szafki i znalzł w nich sporo ubrań, które zakładałoby się gdy ktoś chciał opuścić ten budynek. Snalazł też parę apteczek oraz narzędzi o niskim stopniu zaawansowania, dość standardowym. W szafie przy drzwiach po prawej znalazł metalowy okrąg, do którego zaczepione były trzy klucze. Przyglądający się temu Radzyminsky, który szukał porządnych skrzyń do zastawienia drzwi wpadł na genialny pomysł jakim byłoby zastawienie ich szafami…
Gdy Mendoza znalazł przycisk wcisnął go i iskry z neonówka po lewej na końcu wraz z iskrami panelu położonego naprzeciwko drzwi przestały lecieć.
Reszta, która starała się niczego nie dotykać tylko pacyfikować otoczenie spojrzeniem nie zauważyła niczego, prawdopodobnie przez mrok.

Travis Christie

Cholera nie wiem co tu się stało, ale ci naukowcy napewno stąd nie wyszli – mówi wskazując ubrania – Sam nie wiem co o tym myśleć, prawdę mówiąc nie zdziwił bym się widząc ich ciała – kręcąc głową złapał klucze – To się może przydać… – skończył podchodząc do O’Malleya.

Agnes Katzeberg

Agnes zauważyła panel na przeciwko drzwi. *Kable, ktoś poprzecinał kable…* lecące stamtąd iskry mówiły o tym, że prąd w budynku się znajdował wystarczy jedynie znów kable połączyć… Mendoza wyłączył prąd. Agnes podeszła do kabli i przycupnęła, wyjęła ze skrzynki z narzędziami lutownicę (musi być, nie?) i zaczęła spawać kable.

Katzberg wyjątkowo szybko pozespawała kable nawet jak na elektryka, zrobiła to oczywiście tradycyjnym sposobem. Przymknęła kabinkę na panel i ponownie w tej sali gdzie był mrok panowała cisza. Jedynie przez zamarznięte, małe okna wpadało jakieś światło.

Agnes Katzeberg

Powinien być prąd – powiedziała zadowolonym głosem Agnes, nareszcie coś zrobiła dobrze. Spojrzała na szafki i rzeczy znajdujące się w nich – Gdzie tych naukowców mogło wywiać… – spojrzała na Travisa.

Lana zaczęła mieć złe przeczucia jeżeli komuś woda albo coś innego zalewa ubrania i ten ktoś nie próbuje ich ratować to znaczy że nie może tego zrobić. Ponownie zaczęła się zastanawiać nad powodem kwarantanny – [I]gdyby powodem była jakaś epidemia wysłaliby korpus sanitarny a nie żołnierzy.

Daniel O’Malley
Zatrzymaj klucze..-powiedziałem do Travisa po czym chrząknałem, żeby zwrócić na siebie uwagę…
No więc chłopcy…-przerwałem i popatrzyłem na Smith i Katzberg-..i dziewczyny…-dodałem
Nie mam pojecia co sie tutaj stało, jestem pewien jednego, a mianowicie teog co wszyscy już zauważyliście, to nie jest żadna rutynowa misja, a ten problem to nie jest zwykła awaria…
Miejsce w którym się znajdujemy zamienimy na coś w rodzaju bazy wypadowej, Katzberg, twoim zadaniem jest przywrócenie tu porządku. A przynejmniej jego namiastki. Pomogą ci w tym Smith i Clare. Clare- ty tutaj dowodzisz pod moją nieobecność. Reszta pójdzie ze mną na mały rekonesans.
Jakieś pytania?

 

Agnes Katzeberg

Prąd wrócił, ale nie wiem jak jest w innych pomieszczeniach… to zależy od łączenia kabli… tu napewno jest radio, o wiele silniejsze niż nasze falówki, myślę, że warto jak najszybciej je znaleźć, i połączyć się z bazą, co Pan o tym myśli? – powiedziała Agnes do O’Malleya.

Daniel O’Malley
Jeżeli bedziecie mieli czas to możecie spróbowac znaleźć to radio, tylko nie oddalajcie się za bardzo od wyjścia..

 

Agnes Katzeberg

Tak jest! – powiedziała Agnes i spojrzała na Clare’a i Smith. – Kapralu, co robimy? – spytała po czym rozejrzała się po pomieszczeniu.

Lana na jedną stertę złożyła znalezione apteczki i narzędzia, powkładała wywleczone przez Travisa ubrania z powrotem do szafek i zaczęła przeglądać zawartość apteczek. Pracując zastanawiała się – Jeżeli mieli tu jakieś kłopoty to w zestawach powinno brakować określonych grup leków, może w ten sposób uda się odkryć co tu się wydarzyło.

Agnes Katzeberg

*Schody w górę, drzwi na lewo i na prawo* spojrzała na ewentualne wejścia do przeszukania – Czy uważacie, że naukowcom nic nie jest, że gdzieś tutaj są i czekają aż ich znajdziemy? – spojrzała po chwili na Clare’a i Smith. Na jej twarzy było widać duże zaintrygowanie całą tą sytuacją…

Radzyminsky

Panie poruczniku-podchodzę do O’Malley’a.-Melduję, że szafy nadadzą się do zamknięcia drzwi, nie chcemy przecież, żeby nam wiało.
Potem zamilkłem i rozejrzałem się znowu.
Coś mi tu śmierdzi…Czuję się wrobiony. Lepiej się nie rozdzielajmy-zadrżałem lekko.-Może tutaj być każdy wirus, a ja nie chcę spotkać jajogłowych z ebolą bez wsparcia.

Travis Christie

W takim razie zajmij się przenoszeniem szafek – powiedział zerkając na niego z lekkim uśmieszkiem – Tak czy siak zawsze lepiej znaleźć tą ebolę, niż czekać aż ona nas znajdzie – przycichł na chwilę i zmierzył Radzyminskyego – Chyba, że się boimy panie Radzyminsky… – skończył i spojrzał na O’Malleya – No to jak ruszamy? – na jego twarzy pojawiło się zniecierpliwienie.

Daniel O’Malley
Ruszamy, ruszamy..
Co do szaf, to zajmie się tym Clare, Radzyminsky, rozdzielimy się, gdyż i tak w ciasnych korytarzach nic w 7 nie zrobimy. A ciebie wezmę z jednego prostego względu. Nie zostawię cię z Clarem i dwoma kobietami.
Najpierw sprawdźmy te drzwi na prawo.

Podszedłem do drzwi z bronią w ręku i sprawdziłem czy sa otwarte. Jeżeli nie zastosowałem uniwersalny wytrych(but)..

Radzyminsky

Patrzę na Christie’ego wzrokiem człowieka, który właśnie zauważył wielce interesującego robaka.
Nie „panie Radzyminsky”, tylko „panie starszy sierżancie Radzyminsky”-mówię tonem nieco podobnym do tego, którym O’Malley wyprowadził mnie z tego samego jakże karygodnego błędu. Zwracam się do porucznika głosem pełnym goryczy:-Skoro tak, to ruszajmy.
Po chwili wpadam na jeszcze jeden pomysł i pytam się niewinnie:
Bardziej lękasz się mnie zostawić z Clare’em czy z dwoma niewiastami?
Po czym pierwszy raz uśmiecham się szczerze.

Travis Christie

Na odpowiedź Radzyminskyego szeroko się uśmiecha, patrząc na niego wzrokiem, który na pewno nie wyrażał szacunku. Po chwili nadal w niezwykle dobrym humorze, odszedł parę kroków w bok, ruchem ręki nakłaniając O’Malleya do „kontynuowania” rekonesansu.

Agnes Katzeberg

Nie słysząc żadnej odpowiedzi na zadane pytanie Agnes nie obraziła się, ani nie zmieniła nastroju, częściej i tak spędzała czas na rozważaniach z samą sobą niż z ludźmi. *Naukowców nie ma, a my zostaliśmy w coś wrobieni, to nie jest zwykła stacja, napewno…* pomyślała i obejrzała dokładnie ściany, podłogę pomieszczenia. Następnie zerknęła co robi Lana i Randolph, spojrzała jak druga grupa oddala się korytarzem… – Chyba nie ma tu zbyt dużo do roboty, Lana porządkuje apteczki, rzeczy są już w szafkach, jeżeli Kapralu zadecydujesz, możemy poszukać tego radia, jest naprawdę ważne… w taką zamieć tylko dzięki niemu będziemy mogli się stąd wydostać – rzekła utrzymując dyscyplinę.

Lana oderwała się na chwilę od apteczek i krzyknęł za wychodzącymi : Panie pruczniku może znajdziecie jakieś laboratorium, wartoby przebadać tą ciecz. Wszędzie jej pełno wolałabym mieć pewność że to czysta, nieskażona niczym woda.- Po czym wróciła do sortowania leków.

Randolph Clare

Ok Katzeberg , a tak na wstępie to jak jestesmy tutaj sami i wam nie przeszkadza to możemy mówić sobie po imieniu będzie łatwiej.
Wyciągam rękę do dziewczyn i mówie – mam na imie Randolph

Lana , czy przeglądając apteczki rzucił ci się w ocz[I]y brak jakiejś grupy leków bądz innego wyposażenia które powinno być w apteczce a go nie ma.

Agnes Katzeberg

Agnes – podała rękę Randolph’owi, i spojrzała na Lanę.

Lana – uśmichnęła się do nich Lana znad apteczek.

Randolph Clare

Popraw mnie jeżeli sie mylę Agnes ale wydaje m i sie że w tym pokoju raczej nie znajdziemy radia– mówiąc to do niej puszczam szelmowskie oczko

Przejrzyj jeszcze raz ten pokój a ja te puste szafki przesunę pod drzwi bo tu strasznie wieje . Mówiąc to zabieram sie do roboty tak długo aż nie zaslonie całkowicie wejścia.

Agnes Katzeberg

Agnes zarumieniła się – Tak… – ominęła Randolpha i dokładnie zaczęła przegolądać wszystkie kąty pomieszczenia. Co chwilę zerkała w stronę gdzie poszła druga część grupy… *Ciekawe co tam znajdą…*

Randolph Clare

Kończąc zasuwanie szafek trochę się zasapałem ale wiejący wiatr i dostajacy się do środka snieg wystarczająco mnie zmotywowal aby dokończyć pracę w szybkim tempie.

Agnes Katzeberg

Pomieszczenie wydawało się być czyste, bez żadnych większych szczegółów. Agnes wróciła do pozostałych szafek i powkładała w nie jeszcze niektóre rzeczy, które leżały na podłodze, po czym zamknęła szafki. Spojrzała na Lanę potem na szafki zasłaniające drzwi *Nareszcie tu będzie cieplej*. Uśmiech zagościł na twarzy Agnes.

O’ Manley wraz z gadatliwym Radzyminskym, pracusiem Travisem i rzeczowym Mendozą ruszył w stronę lewych drzwi. Pomacał pare razy nerwowo klamkę gdyż drzwi okazały się być zamknięte. Jednak tradycyjna metoda zapłodnienia drzwi podeszwą twardego i grubego, skórzanego buta otworzylo drogę do ciemnego pomieszczenia. Jedynie światło z przedpokoju wpadało do pomieszczenia i ukazało oczom czwórki żołnierzy zaschniętą krew po jej kałuży na podłodze. Obawialiście się najgorszego
Lana przeglądająca swoją apteczkę nie zauważyła żadnych braków.

 

Travis Christie

Cholera – wymamrotał jedynie kiedy ujrzał plamę krwi, jednocześnie włączając latarkę, zawieszoną niedaleko prawego barku i uważnie strumieniem światła zbadał całe pomieszczenie

Przeleciałeś światłem wylatującym falami z latarki. Stojąc w miejscu ujrzałeś najbliższe meble, jakimi były stoły wzdłużścian i takie po środku, na których znajdowały się komputery. Przy prawej ścianie zauważyłeś coś podłużnego jak robak, pasożyt. Wyjątkowo blade, leżało bezładnie na podłodze.

Travis Christie

Poruczniku – stuknął O’Malleya łokciem, wskazując na robaka – Co to do cholery jest? – spytał, wyjmując pistolet i celując w to coś, po chwili obracając się w jego stronę z pytaniem wymalowanym na twarzy, po chwili spojrzał na robaka nie odwracając się cicho powiedział – Czy ludzie zawsze muszą się pchać tam gdzie ich nie trzeba?

 

Skierowałeś lufę pistoletu oraz latarkę na coś co przypomina robala i czekasz. To coś nie wydaje żadnych oznak życia.

 

Daniel O’Malley
Przyglądałem się temu czemuś.
Co to do ciężkiej cholery jest?
Wyjąłem nóż i mruknąwszy tylko do Travisa „Ubezpieczaj mnie” podszedłem kilka krokówmi rzuciłem nim(nożem) w to coś.
Staram się nie stać na lini Travis-Robal

Rzuciłeś nożem w stronę robactwa, a on odbił się decymetr dalej od jego matowej powierzchni „skóry”. Ów coś jest nieruchome nadal.
Gdy podeszłeś do tego bliżej okazało się, że jest to ludzki palec serdeczny…

Randolph Clare

Po chwili odpoczynku wstaje i podchodzę do schodów , zerkam na nie i pomału z lufą karabinu wycelowaną przed siebie wchodzę do góry uważając na co stąpam.

Randolph skierował się w stronę metalowych, zespawanych schodów na piętro. Zauważył iż prowadzą one też na drugie. Po wejściu na piętro zauważyłeś, że okna są większe i wpuszczają trochę światła, pomieszczenie rozmiarów poprzedniego oraz dwoje drzwi ustawionych naprzeciwko siebie. Wszystko odpowiadało parterowi.
Może poza tym iż zauważyłeś, że to pomieszczenie pełne jest pustych regałów oraz stołów po środku pokoju, na których są komputery, w tym jeden z nich miał zniszczony monitor jakby ktoś w niego porządnie uderzył obuchowym narzędziem.

Randolph Clare

Cofam się po schodach na dół aż będe mógł zobaczyć dziewczyny znajdujace się na dole

Chodzcie do mnie na góre , znalazłem coś ciekawego – zwracam się sciszony glosem do dziewczyn znajdujących sie na dole.
– Czy któraś z was zna się na komputerach?

Idę na góre o przyglądam sie dokładnie pomieszczeniu.

Agnes Katzeberg

Ja, ale zależy o co chodzi… – spojrzała nie pewnie. Agnes zerknęła na Lanę, i już po chwili szła po schodach za Randolphem.

Przed Agnes stał rząd komputerów. Przyjrzała się uważnie temu jednemu, którego monitor był nieźle roztrzaskany. Nastała chwila ciszy – Co mam o tym myśleć… – spojrzała na towarzyszy – Ktoś nieźle czymś rąbnął i nie podejrzewam tu bynajmniej użycia pięści… – Agnes rozgląda się po pomieszczeniu w poszukiwaniu jakichkolwiek innych śladów.

Randolph Clare

Agnes chodz do tego– wskazuje na stojący obok nie rozbity komputer
Odpal go i zobaczymy co nas zaskoczy w środku

Słysząc wołanie Clare’a Lana weszła na górę, przyglądała się przez chwilę zniszczonemu monitorowi po czym zostawiając kwestię ewentualnego odpalenia jednego z komputerów Agnes, zaczęła obchodzić pokój przyglądając się regałom i próbując zgadnąć co się na nich wcześniej znajdowało i dlaczego zostały opróżnione – są tu komputery wobec tego na regałach powinna być dokumentacja tego czegoś czym się zajmowali naukowcy, może coś się jednak zawieruszyło i nie zostało usunięte.

Travis Christie

A może zajęli się tym ci sami, którzy pozbawili kciukiem naszego kolegę – wszedł na górę od razu rozglądając się po pomieszczeniu – To nie plac zabaw, bo w miejscu, w którym w pokoju znajduje się ludzki kciuk i kałuże krwi, to nie dobre miejsce na samotne spacery – ton jego głosu nie wyrażał nic, nie było tu pretensji, rozbawienia, dosłownie nic, prawdę mówiąc wyglądał jak gdyby mówił sam do siebie, ponieważ ani przez chwilę nie spojrzał na żadnego z obecnych.

Katzberg zauważyła, że komputer nie działa mimo, że jest cały. Tak samo działo się z innymi. Najwyraźniej nie ma prądu. Po rozejrzeniu się po pokoju nie zauważyła ona żadnych bezpieczników.

Randolph Clare

Zostawiam Agnes z komputerami a sam pomagam Lanie przeszukać pokój

Clare i Lana przeszukali regały, stoły i biórka w pokoju. Przy wejściu do drzwi na północ znalaźli odciski krwi w kształcie podeszwy. Ustawione były tak jakby ktoś wychodził z pomieszczenia, a następnie zrobił wiele śladów w jednym miejscu. Krew jest zaschnięta i widać nawet porządny jej skrzep zatykający otwór pod drzwiami.

Randolph Clare

Gestem pokazuje Travisovi drzwi na północ i tę rzecz która zatyka szparę pod drzwiami , jednocześnie kieruję w tym kierunku karabin maszynowy i podchodze do tych drzwi . Stoję przy ścianie przytykając ucho do krawędzi drzwi.

Agnes Katzeberg

*Bezpieczniki… kable… hmmm…* rozejrzała się Agnes *Nie ma*, postanowiła zejść na dół po schodach, poszukać ewentualnej skrzynki z bezpiecznikami. Podeszła do grupy – A co tutaj się dzieje? – Agnes przyszła na dół z nadzieją odnalezienia bezpieczników, ale postawa zgromadzonych przyprawiła ją o dreszcze, spojrzała w tą samą stronę co wszyscy – O Boże… co to jest? – przyglądała się chwilę.

Lana zastygła nad śladami krwi, patrząc w podłogę zastanawiała się głośno –jeżeli but zostawaia ślady krwi to najpierw musiał w nią wdepnąć, to tak wygląda jakby ktoś wycofywał się z za tych drzwi, za którymi musiała być niezła jatka, a potem z powrotem został za nie wciągnięty, chyba że upaprał się na dole a potem przefrunął bez kontaktu z podłogą. Tak sobie głośno myśląc wyciągnęła i odbezpieczyła broń i odsunęła się trochę na bok jeżeli coś rzeczywiście wciągnęło tego faceta to może tam dalej być.

Travis Christie

Widząc gest Randolpha podchodzi do niego, bez przerwy zerkając na niego i drzwi, kto wie co się za nimi kryje, może coś usłyszy. Zerkając na drzwi, przeciera lekko dłonią broń i celuje w stronę drzwi.

Randolph Clare

Kiedy Travis podszedł już do drzwi i stał z wycelowaną bronia pokazałem mu że ,,na trzy otworze drzwi”
Zaczynam odliczać pokazując palcami – raz , dwa trzy – gwałtownie szarpie za klamkę u drzwi….

Klamka szarpnięta przez Randolpha pociągnęła za sobą drzwi, które osuwając się wydały dźwięk plasku galarety połączonego z odsysaniem gdy odczepiły się o warstwy skrzepu krwi połączącego progi.
Zauważyliście, że jest to magazyn. Ciemny magazyn, pełny pudeł, w pokoju nie było żadnego światła, jedynie to, które trafiało z poprzedniego pomieszczenia. Nic się nie dzieje.

Randolph Clare

Travis chodz tu i poświeć latarką bo panują tu egipskie ciemności a niechciałbym
aby coś mi na łep spadło – rzekłem spoglądając na stojacego obok Travisa

Travis Christie

Posłusznie i bez słowa zaczął świecić latarką po całym pomieszczeniu, jednak cały czas nie wchodząc, sprawdza nie tylko podłogę, ale i sufit. Jeśli nie zauważył zagrożenia wchodzi w głąb pomieszczenia jednak nadal pozostając w zasięgu światła wpadającego z drugiego pomieszczenia.

Randolph Clare

Patrzę jak Travis oświetla pomieszczenie i dokładnie przyglądam się całemu pomieszczeniu

Weszliście do środka gdy zauważyliście brak niebezpieczeństwa. Stróżki zachniętej krwi odnaleźliście na skrzyniach i podłodze. Nie ruszyliście się poza światło wpadające z poprzedniego pokoju.

Randolph Clare

Wchodzę do pomieszczenia i dokładnie przeszukuje je całe.

Clare pozostawił Travisa z tyłu i wkroczył w mrok, co było niczym wyrok śmierci. Jednak nic się nie działo, ale poczuł, że chodzi po jakiejś cieczy i czuje mocny odór. Im dalej idzie w mrok tym on jest mocniejszy.

Randolph Clare

Ciarki na plecach mówią dużo i właśnie powiedziały mi że koniecznie potrzebuje latarki .Pomału wycofuje się z pomieszczenia w kierunku stojącego na zewnątrz Travisa ( oczywiście wycofuje sie tyłem ) cały czas trzymając palec na spuście karabinu maszynowego.

Wycofuje sie aż dojde do Travisa który chyba niebardzo wie co zorbić !. Jeżeli on się nie ruszy to biorę mu z ręki latarkę i podchodzę do ziejącego ciemnością otworu drzwi i kieruję do środka strumień światła.
Agnes Katzeberg

Ponieważ Agnes nikt nie odpowiedział sama zbliżyła się do ściany, aby przekonać się co tam leżało – Ludzki palec!? – krzyknęła. – Co to ma znaczyć!? – po chwili się uspokoiła *Dobra, jasne… spokój…* rozejrzała się, pomieszczenie było ciemne, ale przecież gdzieś muszą być te korki… rozglądając się czuła się zagrożona, spojrzała na ekipę – Czy ktoś zauważył tu lub gdzieś indziej skrzynię z korkami? – zadała pytanie.

Travis oświetlił tylko część pomieszczenia znajdującą się najblizej drzwi i przerwał gdy napotkał palec. Dalsza część pomieszczenia była w oceanie mroku, a samo patrzenie w ciemność sprawiało ból. Mieliście dziwne wrażenie, że zaraz coś z tamtąd wyskoczy i rzuci się na was, ale to tylko wasze lęki.

Agnes Katzeberg

Jeżeli mamy zobaczyć zawartość komputerów, które są na piętrze, musimy znaleźć korki – Agnes spojrzała na palec pod ścianą, a potem na tą ciemność w głębi – Hmm… to… kto idzie? – spojrzała po twarzach, sama wyprawa w takie pomieszczenie nie wyglądała zachęcająco… i jeszcze ten organ. Przerażenie Agnes rosło, aż w żołądku coś się skręcało kiedy tylko spojrzała na ten paluch po raz kolejny…

Randolph Clare

No cóż raz kozie śmierć – mówię do obecnych – wchodze tam ponownie ale tym razem świeć dokładnie – – zwracam sie do Travisa

Kiedy snop światła omiata pomieszczenie krok po kroku wchodze w ciemność

por. Daniel O’Malley
Przerywam badanie pomieszczenia w którym wcześniej znaleźliśmy palec i dając znak Radzyminsky’emu żeby kontynuował idę szukać reszty zespołu. Po odnalezieniu Travisa i Clarega mówię:
Wchodzisz jescze raz? A co cię z tamtąd wykurzyło..?
Radzyminsky zwrócił się do Jesusa – Chodź, sprawdźmy dokładniej to pomieszczenie – Jednak nie ruszył się z miejsca, wyraźnie czekał na pierwszy ruch towarzysza.

Randolph Clare

Szczerze mówiąc nic porucznku , tylko tak jakoś nieswojo mi się zrobiło a w szczególności potrzebowałem trochę światła bo nic nie widziałem ale teraz mam latarkę i już wszystko w porządku , możemy tam zajrzeć
Mówiąc to pokazuje mu latarkę i gestem pokazuję że wchodzę do środka

Lana zeszła na dół i stanęła na progu pomieszczenia z palcem poświećcie mi na ten palec, chciałabym go obejrzeć może uda się stwierdzić kiedy mniej więcej go obcięto

Radzyminsky odparł do Lany – No cóż, żaden z nas w tym pokoju nie ma latarki…

Agnes Katzeberg

Agnes przeszukała swoją skrzynkę z narzędziami… – Mam! O Boże co za szczęście, że ją zabrałam! – powiedziała i pokazała latarkę, odrazu poświeciła po pomieszczeniu. – Co my tu mamy… – powiedziała rozglądając się w snopie światła.

por. Daniel O’Malley
Podczepiłem latarkę pod lufe, zapaliłem ją i wszedłem do srodka..

Lana weszła do pomieszczenia z palcem. Podniósłwszy delikatnie palec wycofała się z powrotem. Ułożyła palec na skrzyni i zaczęła mu się przyglądać aby stwierdzić kiedy oraz czym został obcięty bądź oderwany. Przypominając sobie wszystko co mogła z dziedziny patologii myślała: jeżeli Cię gorszy źrenica oka Twego wydłub ją, hmm czy można sobie odciąć palec?

Lana dostknęła gołymi rękoma palca, który okazał się być oślizgły. Jakby znaldował się na nim jakiś śluz albo ślina. Był wyjątkowo blady, położyła go na skrzyni, z którą gdy się zetknął, to wessał z dźwiękiem przypominającym położenie galarety na talerzu. Lana odczuła odruch wymiotny, ale powstrzymała się. Dreszcz przebiegł po kręgosłupie i poczuła chłód po czym dziwne gorąco. Z medycyny i doświadczenia wiedziała, że tak się dzieje gdy skacze nam puls. Ze strachem stwierdziła, że palec wygląda, jakby był odcięty, jednak obecność śliny wskazuje na odgryzienie.
W pokoju panował nieprzyjemny odór. Agnez razem z Radzyminskim wkroczyła do wnętrza pomieszczenia, w którym panował dźwięk burczenia wentylatora, któy głuszył ciszę. Lekko was to niepokoiło, ale chyba lepsze to niż złowieszcza cisza. Zaczęliście obserwacje od lewej strony. Stało tam sporo paneli z kablami i taśmami filmowymi, które poszarpane wisiały. Wszystkie były puste. Czuliście, że światło latarki zaraz zgaśnie i coś rzuci się wam na plecy, czuliście tu czyjąś obecność jednak panowała cisza. Po tym natrafiliście na parę lodówek zaś obok zmywalka, w której ktoś musiał upuścić krew, nie wiadomo czy leciała ona z nosa. Nad kranem były stłuczone lampy neonowe. I tak aż do ściany na przeciwko drzwi. Po środku stały niesymetrycznie rozsawione okrągłe stoły, w tym jeden z nich przewrócony. Widać to miejsce jest kuchnio-jadalnią. Na ziemi znaleźliście sporo zaschniętej krwi. Na jednym stole znaleźliście kwas żołądkowy razem z jedzeniem czyli jednym słowem haft, w połączeniu z krwią. Po drugiej stronie bylo trochę pudeł i stołów, a także szafki, ze zlewami w paru miejscach i suszarkami i tak, aż do końca gdzie zobaczyliście coś co sparaliżowało Radzyminskiego i padł na ziemię i skulił się ze strachu. Agnes poczuła potężny odruch wymiotny i czuje, że go nie powstrzyma. Poczuła, że pod pulsem łzy gotują się jej w oczach, a głowa pęknie. Nie możecie na to patrzeć ze strachu.
To co was przeraziło, było zwłokami mężczyzny z otworzonym spektakularnie wnętrzem, z którego wystawała dziwna macka bez zakończenia.

Agnes Katzeberg

Agnes na widok rozbebeszonego ciała naukowca o mało nie zemdlała, czegoś tak potwornego to nawet na wydziale kryminalistycznym się nie ogląda. Mdłości chwyciły ją za żołądek i kazały zwrócić śniadanie, ledwo zobaczyła te zwłoki, a odrazu odwróciła snop światła i z przerażającym, głośnym krzykiem wybiegła z pomieszczenia. Przerażenie było wielkie – Na Boga! Przecież nie jestem detektywem żeby bawić się w takie obrazy! – wystraszona siedziała pod ścianą na korytarzu. Oddychała strasznie szybko, była przerażona… ta macka… ten rozcięty, rozszarpany brzuch! *Co to było?!* Agnes patrzyła w drzwi pomieszczenia z lękiem. Zapewne krzyk słychać było także na górze…

Lana wytarła ręce o spodnie i spodlądając na palec pomyślała :śluz, ślina czy cokolwiek to jest jeszcze nie wyschło, czyli cokolwiek się tu wydarzyło musiało stać się niedawno. Słysząc przeraźliwy krzyk Agnes wyjęła broń i ostrożnie podeszła do drzwi.

Agnez wybiegła z pomieszczenia zostawiając Radzyminskiego, znajdującego się w dziwnym stanie. Po paru chwilach usłyszeliście krzyk mężczyzny, wyjątkowo okropny. Zagłuszyło to wszystkie dźwięki jakie was otaczały. Katzberg musiała zwrócić pożywienie jakie miała w żołądku i poleciało ono na kawalki obijające podłogę. Czuła, jak kwas żołądkowy gryzie ją i piecze w całych ustach, jest głodna.

Agnes Katzeberg

Okropność – ledwo powiedziała wycierając usta, nadal miała w głowie obraz rozbebeszonego naukowca. Spojrzała na Lanę – Radzyminsky! – krzyknęła – Pomożcie nam! – zawołała ekipę stojącą na górze. Sama wyjęła pistolet i czekała na wsparcie *Tam wewnątrz coś jest*Radzyminsky odezwij się! – powiedziała w stronę drzwi. Nastała cisza, Agnes pomału rozumiała, że ucieczka z krzykiem jest czasami świetną formą obrony… nie chciałaby być na miejscu Radzyminsky’ego… co tam się stało?

co się stało?– Lana patrzyła na roztrzęsioną Agnes –co z Radzyminskim?– drgnęła słysząc dochodzący z góry krzyk. Co się tu dzieje, myślała, jestem pewna że ten palec do kogo by nie należał został odgryziony a skoro nie widać śladów zębów to musiał to załatwić jeden za to ogromny. Mocniej zacisnęła dłoń na pistolecie i patrzyła to na Agnes to w stronę schodów.

Clare wraz z porucznikiem O’ Manley’em wkroczyli po zimnej podłodze w głębię pomieszczenia, w którym panował dziwny nastrój. W powietrzu unosił się odór fermentacji i rozkładu. Światło latarki okładało pudła ułożone chaotycznie w kupkach, które tworzyły się na kształt labiryntu. Niekiedy cienie na ścianie przybierały powykręcane, nieludzkie kształty. Okazało się, że całe pomieszczenie to wielki magazyn, ale jednej kupki skrzyń i pudeł kartonowych i drewnianych dochodził potężny odór, aż trudno się wam oddychało. Na pudłach leżała brązowawa warstwa mazi, która okazała się zaschniętym skrzepem krwi.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

 
%d bloggers like this: