World Hydepark

O wszystkim i o niczym… Wolna Amerykanka

Roleplaying session

Posted by mrcollector w dniu Grudzień 27, 2006

Przeglądając czeluście Internetu natrafiłem na fajną sesję RPG. Jako że trochę lubię roleplaying chociaż jedynie odpowiada mi storytelling, żadna mechanika, tylko słowa. I to lubię. A teraz przedstawiam sesję Siła Percepcji by Nefarius:

Suzail -stolica państwa walecznych i honorowych Cormyrczyków. Ludzi, którzy po części czczą legendarnego Purpurowego smoka. Dzień, jak co dzień, życie toczyło się tym samym biegiem. Kupcy już od wczesnej pory ustawiali swoje stragany na miejscowym targowisku. Strażnicy na nowej zmianie marudzili, na kolejny parszywy dzień, patrolowania brudnych ulic. Raz po raz na drodze, można było napotkać parę Rycerzy Purpurowego Smoka, bo właśnie parami stacjonowali oni obok miejskiej straży ulice Suzail. Zamek Lady Alusair, dumnie spoczywał na swoim miejscu, gdzie powiewało wiele flag, z herbem Cormyru. Ostatnimi czasy, jednak gościna stolicy traci na rozgłosie. Mieszkańcy są zaniepokojeni dziwnymi i coraz to częstszymi zdarzeniami, jakie ich nawiedzają. Ostatnio społeczność Suzail podzieliła się na elfów, oraz całą resztę rasową. Elfy oskarżane przez resztę po długim okresie przekonywania, o swej niewinności w sprawie dziwnych wydarzeń, przestały prowadzić handel z miejscowymi ludźmi, którzy są powodem oskarżeń. Ludzie stają się mniej tolerancyjni niż dotąd i bardziej zgryźliwi niż krasnoludy. Świątynia Lathandera współpracując z świątynią Helma wyznaczyła nagrodę, dla tego, kto rozwiąże zagadkę dziwnych wydarzeń w mieście…Mortimer, Chęć zarobku poprowadziła Cię wprost do Cormyru, to nie dziwne, gdyż w stolicy dzieją się dziwne rzeczy a miejscowe świątynie słono płacą za rozwiązanie lub pomoc w rozwiązaniu tych problemów. I rzeczywiście piętnaście tysięcy sztuk złota za powęszenie po mieście i popytanie, kogo trzeba było opłacalnym interesem. W świątyni Lathandera w Suzail, dowiedziałeś się, że ludzkie dzieci są ciągle nawiedzane przez demoniczne poczwary. Nieszczęsne maluchy tracą chęć do życia, przestają jeść, wszystkiego się boją oraz tracą kontakt z rzeczywistością. Prości ludzie podejrzewający elfów o używanie jakiś potwornych magicznych mocy. Kapłan –Elberon, poradził Ci byś poszukał sobie jakiś współpracowników, najlepiej kogoś inteligentnego i kogoś, kto zna się na dyplomacji oraz polemice. polemice zasadzie, nikt nie kazał Ci dzielić się z nimi całą nagrodą mogłeś zasugerować mniejszą kwotę a fakt faktem negocjatorem i błyskotliwym geniuszem to nie byłeś…Reesa Sharess, pewnego dnia zostałeś wezwany do świątyni bogini, której służyłeś. Kapłani poprosili Cię, o pewną przysługę. Opowiedzieli Ci oni o dziwnych wydarzeniach, które dręczyły stolicę Cormyru. Kapłani poprosili Cię byś udała się tam wraz ze swoim sługą i razem wybadali, co się dzieje. Ten chaos mógłby być sumiennie wykorzystany przez wyznawców bogini Cienistego splotu. Nie miałaś żądnych przeciwwskazań, więc szybko się przygotowałaś do podróży. Po niedługim czasie, wraz z eskorta udało Ci się dotrzeć do Suzail. Strażnicy miejscy byli dość tolerancyjni, toteż nie zaczepiali Cię w sprawie trzy metrowego golema. Jako, że sługa nie robił, żadnych szkód, nie mieli powodu by Cię dręczyć. Pierwszym miejscem, do którego postanowiłaś się udać była miejscowa karczma, w której mogłaś się dowiedzieć wielu cennych rzeczy…Viral, Twoja podróż z mężczyzną u boku zakończyła się w Suzail. Nie interesowała Cię zupełnie żadna sprawa, która trapiła mieszkańców. Po prostu chciałaś odpocząć w miarę dobrych warunkach. Miejscowa karczma okazała się najlepszym do tego miejscem. Spokojnie rozsiadłaś się z swym towarzyszem przy stoliku. Nie czekając długo do stolika, podbiegła młoda służka, która spytała szybko, w czym może pomóc…Mortimer, pierwszym miejscem, do którego się udałeś była karczma. Z początku chciałeś usiąść przy stoliku i poobserwować potencjalnych współpracowników. Kilka krasnoludów, trójka ludzi, dwa niziołki oraz kobieta wyglądająca na człowieka, wraz z ludzkim towarzyszem. Chwilę później do karczmy weszła inna kobieta, za którą do karczmy wkulała się ogromna istota, którą zwie się golemem. Kobieta usiadła przy ostatnim wolnym stoliku a ogromny konstrukt stanął za nią pod ścianą czekając na jakąkolwiek komendę.Reesa Sharess

To było to, na co od tak dawna czekałą, zwykłe egzekucje nudnych urzędasów nie sprawiały jej radości, to było zbyt proste. Teraz arcykapłan świątynii Shar, mający siedzibę w jej Lodowym Pałacu wezwał ją przed swoje oblicze. Gestem ręki odprawiła sługę, który powiadomił ją o tym fakcie i wstała udając się piętro niżej. Wychodząc z pokoju przystanęła i wydała mentalny rozkaz swemu słudze. Po chwili ponad trzy metrowy diamentowy konstrukt wyszedł z sali obok. Nie poruszał się on jak zwykłe gliniane, czy żelazne golemy. W jego ruchach nie było żadnej niepłyności. Ten konstrukt poruszał sie z gracją i wdziękiem którego brakowało mniej dopracowanym osobnikom jego rodzaju. Razem zeszli piętro w dół do sali arcykapłana. Całe pomieszczenie było skąpane w czerni, której nawet lód nie przebijał. Reesa wiedziała, że jest to mrok pochodzenia magicznego, nie zastanwiając się dłużej podeszła w stronę ołtarza, gdzie czekał kapłan.

-Witaj, o najwyższy…-
-Witaj dziecko mroku, pojawiłaś się szybko, tak jak zawsze nie kazałaś mi czekać, mam dla Ciebie zadanie i to wystarczająco trudne, by sprostało Twoim umiejętnościom. Tym razem nie będziesz mogła posłużyć się nikim z Twojej gildii, ponieważ musisz się udać aż do Suzail, rozmawiałem już z magami żeby przygotowali dla Ciebie zaklęcie teleportacji, przeniosą Cię blisko miasta. Co do samego zadania, musisz sprawdzić co się tam dokładnie dzieje i sprawić, by cała sprawa przysłużyła się Shar. Możesz już odejść.-
-Jak chcesz Marcusie.-

Kończąc rozmowę czarodziejka wyszła z sali biorąc ze sobą golema. Nie było na co czekać, weszła na górę i zabrała ze sobą kilka najprzydatniejszych zwojów, zabrała ze sobą cztery komplety ubrań i inne przydatne kobiecie rzeczy, na koniec nałożyła na siebie swój płaszcz i wzięła ze stołu swoją kulę, teraz w środku jej padał deszcz i biły pioruny, ale zapewne do czasu dotarcia na miejsce jej przejdzie.
Udała się wraz ze swym sługą na dół do maga zwanego Julius. Czarodziej otworzył dla nie portal prowadzący na granice Suzail. Pierwszy przeszedł Khazid, ona weszła w niego druga. Po wyjściu nie czekała na nic i udała się prosto do bram miasta, strażnicy nie robili problemów i wpuścili ich obu. Kobieta udała się do karczmy, gdzie zapewne najwięcej się dowie od zapijaczonych mentów. Idąc przez tłum zwracała na siebie uwagę, właściwie nie ona, a trzy metrowy, diamentowy konstrukt podążający za nią.
Po chwili drogi doszli do pierwszej lepszej tawerny, obaj udali się do niej. Reesa weszła bez problemu, konstrukt musiał się dość mocno schylić. Wszystkie oczy skierowały się na nich, szczególnie kiedy zdjęła kaptur. Trudno nie zwracać na siebie uwagi w tej sytuacji. Oszałamiająco piękna kobieta z towarzyszem wykonanym z czystego diamentu, zastanawiała się czy mężczyźni patrzą na nią z chęcią zabawienia się, czy z chęci przerobienie Khazida’re na kamienie szlachetne… oj żeby się czasem nie przeliczyli.
Czarodziejka skierowała swe kroki w stronę wolnego stolika, ona usiadła, a obok niej stanął golem, teraz czekała aż jakiś facet do niej podejdzie, żeby mogła wydobyć od niego potrzebne informacje…

Viral Genosha & Victor Krieg

Droga minęła szybko i nim zdołała się zorientować byli już na miejscu. Stolica Cormyru. Państwa o którym wiele słyszała i musiała przyznać, że nie wiele z tego mijało się z prawdą. To było cudowne miejsce. Porządek i ład budziły w niej uznanie, natomiast widok strażników i rycerzy purpurowego smoka napawał niezrozumiałą dumą, która wcale nie powinna być obecna w jej osobie. Wszystkie struktury robiły wrażenie zaawansowanych technicznie i jakże odmiennych od tych do których przywykła w domowych stronach. Z tego faktu także się cieszyła. Im mniej przypominało jej o zwyczajach własnej rasy tym lepiej…
Dotarli do centrum. Ludzie przechodzili obok nie zwracając na nich uwagi, handlarze zachwalali swoje produkty z mniejszym, lub większym efektem, w powietrzu unosił się zapach owoców i warzyw z pobliskich straganów. Dziewczyna podeszła na moment do grubego sprzedawcy, pozostawiając swojego protektora samego obok fontanny i zakupując kilka jabłek. Nie byli jeszcze tak głodni, aby zakupić coś więcej. Krieg wziął jeden z owoców i zasiadł przy fontannie, nie przejmując się zbytnio możliwością zamoczenia ubrania. Ona zdecydowała się nie ryzykować i pozostała w pozycji stojącej. Oboje zjedli po jednym, następnie Victor cisnął ogryzki gdzieś w ciemności zaułka. Pozostali tak jeszcze chwilę, nie odzywając się do siebie ani słowem. Viral opuściła swój jadeitowy kaptur odsłaniając brązowe włosy i zielone oczy. Jej twarz zdawała się wyrażać zadowolenie. Nagle obok nich przeszła inna, zakapturzona postać odziana w czarny płaszcz. Szalik skrzętnie zakrywał rysy jej twarzy, jednak siedząca przy swoim protektorze dziewczyna mogła stwierdzić, że… dziwna jednostka miała…czerwone ślepia. Ich spojrzenia spotkały się a Viral poczuła, że tajemnicza osobistość jest użytkownikiem magii. Nim zdołała się jednak przyjrzeć, sylwetka zniknęła w jednej z uliczek. Krieg rzucił swojej damie dość zdziwione spojrzenie, nie mniej jednak nie skomentował niczego. Obecnie miał na głowie poważniejszy problem, a mianowicie jak przekonać odzianą w zieleń aby pozwoliła mu pozostać przy swoim boku.
– Lady Viral, co pani teraz zamierza?
-… nie myślałam jeszcze o tym. To duże miasto. Z pewnością znajdzie się tu coś co będzie wymagało moich umiejętności…
– Słyszałem jak grupka mieszkańców wspominała coś o jakimś konflikcie między elfami a resztą społeczeństwa tego miejsca…może powinniśmy to sprawdzić? To może być coś dla pani. Jak i dla mnie… – dokończył dość niepewnie.
Rzuciła lekko zdziwione spojrzenie, nie mniej jednak uśmiech nie zniknął z jej twarzy. Wiedziała, że tak będzie. Że młody, szlachetny rycerz najzwyczajniej w świecie nie będzie chciał odpuścić. Przećwiczyła w swoim umyśle kilka scenariuszy po drodze tutaj. Jednak żaden nie okazał się dobry. A może po prostu bała się przyznać, że czuła do niego pewien rodzaj…przywiązania? Nie, to głupota. Powoli podniosła się na równe nogi i otrzepała spódnicę dłońmi. Odwróciła się doń mówiąc:
– Tak sir Krieg. To może okazać się czymś odpowiednim. Być może ja zbiję na tym nieco srebra, a pan będzie dalej szerzył swoje racje i hołdował temu w co wierzy…
Spora dawka ironii jak i lekki przewrót oczami nie zraziły wojaka. Cieszył się niczym małe dziecko, że kobieta nie zdecydowała się go opuścić. Oczywiście starał się tego nie okazywać, jednak jedynie ślepiec nie zwrócił by uwagi na jego zadowoloną twarz.
– Skoro mamy to już za sobą, może powinniśmy nieco odpocząć? Z pewnością przyda nam się to po tej podróży…
– Zgadzam się lady Viral
Mężczyzna przytrzymał jej drzwi i wkroczyli do karczmy. Zasiedli przy stoliku, momentalnie znalazła się przy nich służka. Krieg zamówił nieco mięsiwa i wina, podobnie z resztą jak jego towarzyszka. Viral zamierzała nieco popytać okolicznych o co chodzi w tej całej sprawie, jednak na razie trzeba było napełnić żołądek, potem zaś zająć się zabawą w detektywa. Musiała przyznać, że jej uwagę przykuła kobieta która posiadała diamentowego…golema. Czytała o tych stworach. Magiczne konstrukty. Jednak jak potężne by nie były, nigdy nie dorównają intelektem żywej istocie. Uśmiechnęła się z wyższością, następnie wróciła do posiłku, życząc Victorowi smacznego.

Mortimer

Złoto było dla Mortimera jedną z najcenniejszych i najbardziej upragnionych rzeczy na świecie. Chciał go mieć jak najwięcej i żyć w luksusie. Dlatego też chwytał się każdej dobrze płatnej pracy, jaką tylko miał szanse dostać. Nie obchodziło go, czy to zabójstwo, czy ochrona karawany, ważna była tylko zapłata. Można smiało stwierdzić, że był on typowym najemnikiem. Zapytany kiedyś o wyrzuty sumienia, odpowiedział tylko

-Nie mam wyrzutów, przecież nie jestem najwazniejszą osobą na świecie, od moich czynów nie zależą losy ludzkości, więc jeden czy kilka moich złych postępków nie zmieni świata, w którym żyjemy-

Mortimer zmienia pracodawców jak rękawiczki, pracuje dla tego kto zapłaci więcej, nie raz więc zdarzało się, że wynajęty przez jedną osobę przechodził na stronę innej, gdy ta tylko zaoferowała mu bardziej godną zapłatę. Wiele ludzi znienawidziło przez to tego młodego wojownika. Właśnie jeden z wrogów Mortimera podrzucił mu przeklęty topór. Najemnik zachwycony nową bronią nie był świadom, że wpadł w czyjeś sidła. O mało nie postradał przez to życia, bowiem klątwa tej broni była taka, że każdego jej posiadacza odnajdywała i pożerała paskudna nieumarła bestia. Jednak młodzieniec miał szczęście, przeżył walkę i pokonał bestię, jednak stracił w tej walce oko i gdyby nie interwencja kapłanów Ilmatera, umarłby z powodu ciężkich ran. Zaraz po tym zdarzeniu, Mortimer zrezygnował na jakiś czas z podróży. Jednak ta przerwa nie trwała długo, bowiem po niedługim czasie zaczęło mu się kończyć złoto. Gnany więc chcęcią zarobku dotarł aż do stolicy Cormyru – Suzail. Tam dowiedziawszy się, że w mieście dzieją się dziwne rzeczy i, że za pomoc w odkryciu przyczyny tych zjawisk płaca dobrze, postanowił się zgłosić. Udał się więc do świątyni Lathandera, gdzie dostał szczegółowe rozkazy od najwyższego kapłana. Miał znaleźć sobię kilka osób do pomocy. Oznaczało to jednak mniejszą działkę dla niego samego, ale przecież nie musiał dzielić się z nimi po równo, mógł zasugerować mniejszą cenę. Rozmyślając tak nad małym oszustwem udał się do najlepszego miejsca, gdzie mozna znaleść chętnych do pomocy awanturników, czyli do karczmy. Wybrał jedną z lepszych, w końcu kapłan Lathandera nie chciał aby Mortimer wynajął byle oprychów. Najemnik wszedł do karczmy, po czym omiótł całe pomieszczenie wzrokiem. W karczmie było kilku ludzi, krasnoludów, dwa niziołki oraz ludzka kobieta wraz z jakimś innym człowiekiem. Już miał usiąść i poobserwowac potencjalnych współpracowników, gdy nagle do karczmy weszła jakaś czarno odziana kobiata, nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że zaraz za nią do karczmu wkulał się diamentowy golem. Mortimer przeczesał swoje długie blond włosy dłonią i zmierzył błękitnym okiem konstrukta.

-O bogowie, co to za pokraka? Nie ma to jak chodzić z kilkumetrowym kryształem z nóżkami i rączkami, ehhh…czego to ludzie nie wymyślą…-

Zaraz po tych słowach poszukał jakiegoś wolnego miejsca przy stoliku, po czym szybko podszedł, zdjął z pleców swój topór dwuręczny, po czym usiadł z chrzęstem zbroi płytowej, którą miał na sobię. Zbroja ta jednak nie była zwyczajna, zdawała się być wykonana z niemetalicznego czarnego materiału, poznaczonego czerwonokrwistymi żyłami. Rozsiadwszy się, zawołał do służki

-Jedno piwo proszę! Byle dobre!-

Po tych słowach zaczął obserwowac na przemian, to odzianą w czerń kobietę, to dziwną parę przy innym stoliku. Wolał ich trochę poobserwowac zanim zatrudni ich do pomocy…

Reesa Sharess

Kobieta usiadła przy stoliku, już miała zamówić sobie coś dobrego do picia, gdy usłyszała czyjąś opinię na temat jej towarzysza. Odwróciła się i omiotła tawernę wzrokiem, szukając zbyt pewnego siebie mężczyzny. W tawernie siedziały różne żule i inne marginesy, ale w większości nie patrzyli na nią, albo patrzyli ale bynajmniej nie myśleli o konstrukcie, ale o tym co mogli zrobić z taką kobietą. Nagle ujrzała człowieka w zbroi płytowej z długimi blond włosami siedzącego przy stoliku, popijającego piwo i gapiącego się na nią z drwiącym uśmieszkiem. Jako jedna z pasz Calimportu powinna go natychmiast zabić, ale jednak nie potrzebowała zbytniego rozgłosu na początek. Kazała konstruktowi iść za sobą i podeszła do pyszałka, stanęła obok golema, a ten wyprostował się na tyle by nie uszkodzić sufitu.

-Pokraka, ty chyba nie wiesz co mówisz zarozumiały głupcze. Ta „pokraka” kilkoma ciosami zmieniła by Cię w bliżej niezidentyfikowaną kupę żelastwa i mięsa. A co do diamentów. Nie rzucała bym takich komentarzy siedząc w karczmie i popijając tanie piwo… poza tym, przeszkadza Ci on? Ciesz się, że nie jesteśmy w Calimporcie, a ja zobowiązałam się nie wzywać nikogo z mojego rodzinnego miasta bo jeszcze dziś wieczór leżałbyś na ulicy z opderżniętym gardłem. Taka rada na przyszłość, jeżeli kogoś nie znasz i nie masz wystarczającego uroku osobistego by ten ktoś nie zdzielił Cię po twarzy nie wyrażaj swoich odczuć na tyle głośno, by dało się je usłyszeć.-

Kobieta prawdę mówiąc trochę za bardzo objechała mężczyznę, ale ma co chiał. Rozejrzała się po tawernie i zobaczyła kilku osiłków widocznie śmiejących się z blond włosego mężczyzny, że dostał taką reprymendę od kobiety… eh gdyby byli w Calimporcie, tam nie było tych cholernych purpurowych smoków, ale tutaj też da sobię radę.

Viral Genosha & Victor Krieg

Krieg zakończył spożywanie mięsa i ziemniaków. Z zadowoleniem odchylił się na krześle do tyłu. Musiał przyznać, że to było właśnie to czego potrzebował po tak długiej wędrówce. Poklepał się niezauważalnie po brzuchu i odetchnął, zamykając na chwilę oczy. Viral przyglądając się temu wszystkiemu nie mogła nie wysilić się na lekki uśmiech. Oczywiście, jej też smakowała strawa, jednak nigdy nie zdobyła by się na to, aby zachowywać się w taki sposób. Było to grubiańskie, choć…jednocześnie miało swój specyficzny urok. Było tu tak spokojnie. Cieszyła się, że wybrała tą karczmę. No i oczywiście wykrakała. Nie usłyszała o co dokładnie poszło. Zapewne mężczyzna o blond włosach zaczepił kobietę z konstruktem, ta zaś nie odebrała owej zaczepki zbyt pochlebnie, o czym świadczył jej monolog. Dziewczyna w zieleni uniosła lekko brew. Nie spodziewała się takiej kanonady słów. Można było to przyrównać do użycia kuli ognistej do zabicia muchy. Mimika Viral dała znać o dezaprobacie jej psychiki, ona sama zaś wróciła do maltretowania ziemniaków widelcem. Nie potrzebowała się angażować w żadne kłótnie miejscowych. Nic ją nie obchodziły. Zamierzała jedynie napełnić żołądek i zając się znalezieniem jakiegoś zatrudnienia. Oczywiście Krieg najwyraźniej miał na ten temat inne zdanie, o czym mógł świadczyć fakt, że poluzował wiązania swojego miecza, szykując się na wydobycie go gdyby sytuacja zaszła za daleko. Możliwe, że chciał sprawdzić się w bitwie, lub też ubzdurał sobie, że jego towarzyszka podróży może być zagrożona. Tak, czy siak, nie zamierzał stronić od tego konfliktu.
– Victor. Odłóż ten kawał żelastwa…nie potrzeba nam rozgłosu. Z pewnością nie takiego.
– Dopiero kiedy wszystko się uspokoi lady Viral. I ani sekundy wcześniej.
Cudownie. Był w jednym ze swoich bojowniczych nastrojów, w których nie była w stanie wytłumaczyć mu czegokolwiek, a co dopiero wyperswadować takiego pomysłu. Cóż. Jeśli sprawy zajdą za daleko, może sama będzie zmuszona użyć Arcanum. Jednak jeszcze nie teraz. Odezwała się:
– Nie rób niczego głupiego. Jeśli dojdzie do potyczki, po prostu się broń. Nie chcę żebyś ponownie bawił się w bohatera…
– Bawił lady Viral? Ja najzwyczajniej w świecie robię to co musi zostać zrobione.
– Eh…
Pokręciła głową z niezrozumieniem i dezaprobatą. To nic nie da. Miała szczerą nadzieję, że tamci się uspokoją. Widziała Krieg’a w walce i wiedziała, że szczytne ideały potrafi poprzeć równie wielkimi umiejętnościami walki orężem. Tylko nadal nie rozumiała w jakim celu oni mieli się wtrącać. Jeśli tamci chcąc się pozabijać, niechaj to uczynią. W jej oczach mieli ku temu święte prawo, i naprawdę, nie potrafiła pojąć natury tej interwencji. Odłożyła widelec na talerz, odpuszczając ziemniakom dalsze tortury i przyglądając się dwójce kłótliwych jednostek niczym aktorom w teatrze. Oby tylko ten teatr nie przeistoczył się w arenę…

Mortimer

Najemnik zmierzył wzrokiem odzianą w czerń kobietę. Następnie przniósł wzrok na wilkiego golema u jej boku. Natomiast na rechoty pozostałych bywalców karczmy odpowiedział ostrym spojrzeniem. Kiedy już rechoty ucichły, Mortimer wstał i spojrzał prosto w oczy kobiecie mówiąc

-Oh, jakże mi przykro, ze nie jesteśmy w Calimporcie i nie możesz użyc tego swojego chodzącego kloca drogocennych kamieni, aby zrównać mnie z ziemią. Przykro mi także, że nie możesz wezwać innych sługusów ze swej rodziny, aby poderżneli mi gardło. Czy moge jakoś ci pomóc w oddaleniu od siebie cienia niemocy jaki się na ciebie kładzie?-

Najemnik tak nasączył swe słowa sarkazmem, że gdyby mozna je zamienic w materialne przedmioty, to całe by nim aż ociekały. Nie bał się ani tej czarownicy, czy czymkolwiek ona nie była, ani jej przerośniętego sługi. Oczywiście był świadom tego, ze może zginąć, ale no cóż, zycie najemnika zawsze jest pełne niebezpieczeństw, a on już się z tym pogodził. Dodatkowo, Mortimer uwielbiał walczyć, szczególnie jesli podczas tej walki miał okazję kogoś zabić. Nie pozwoliwszy odpowiedzieć kobiecie w czerni, młodzieniec rzekł znowu

-A może napije sie pani piwa? Wcale nie jest takie złe jak pani myśli, a i drogie nie jest, raczej panią stac, przynajmniej tak myslę, przecież kobieta pochodzaca z wielkiego miasta Calimport musi posiadac znaczny majątek, szczególnie, ze stac ją było na zakupienie pięcio metrowej kryształowej kukiełki, więc jak? Moze łyczka?-

Po tych słowach usmiechnął się wrednie, miał nadzieję, że nieznajoma ma choć trochę cierpliwości i zaraz nie nasle na niego swojego sługusa, ale był na to przygotowany. Skoro już zaczęła go wyzywac, to chciał się z nią trochę podroczyć. W trakcie tej rozmowy, rozmyslał sobię czy, aby nie zatrudnić jej do pomocy w zadaniu, które kazano mu wypełnić. W sumie to przydałby mu się ktoś tak wygadany i potrafiący poprzec swe słowa wielkimi wpływami i pokaźnym skórzanym mieszkiem pełnym złotych, brzęczących monet. Na tę myśl wyszczerzył zęby jeszcze bardziej i czekał na riposte ze strony nieznajomej.

Reesa Sharess

Teraz to mężczyzna wstał, najpierw rzucił zdenerwowane spojrzenie na śmiejących się żuli w tawernie, żeby się uciszyli, a jednak mocno wjechała mu na ego, inaczej nie obchodziły by go te chichoty. Następnie wysilił się na odpowiedź, kobieta chciała wybuchnąć śmiechem ale ograniczyła się do lekkiego uśmieszku widząc, jakże głupi jest ten mężczyzna.

-Jeżeli sądzisz, że żyjesz tylko dlatego bo nie jesteśmy w Calimporcie, to się grubo mylisz. Nie obawiam się tutejszych strażników, gdyż mogę się stąd łatwo wyteleportować. Żyjesz tylko dlatego, że te twoje domniemania mnie bawią. Kochanie, chodziło mi o to, że gdybyśmy byli w Calimporcie, prawdopodobnie w tym momencie celowało by w Twoje plecy kilka kusz i sztyletów czekając na chćby najmniejszy znak ode mnie żeby zadziałać. A „drogocennych kamieni” mogę użyć, ale tego uwierz mi nie chciałbyś… sądzę, że bez niego byłabym w stanie Cię posłać do piachu. A skoro jesteś na tyle zacofany, że nie potrafisz poznać golema i jego możliwości bojowych to już Twoja sprawa. Co do sługusów rodziny, w tym momencie mnie rozbawiłeś… moja rodzina już dawno nie żyje, ewentualnie żyje gdzieś indziej. „Sługusi”, jak ich nazwałeś nie są z mojej rodziny, są z mojej gildii. Dlatego sądzę, że gdybyśmy byli w moim mieście i wiedziałbyś kim jestem nawet Twój mocno zacofany umysł zahamował by Twoją uwagę. Co do pańskiego piwa, pan wybaczy ale odmówię, nie przywykłam pić piw, wolę od niego dobre wino lub miód pitny, poza tym piłam i to całkiem niedawno u siebie. Kończąc tę dyskusję pragnęłabym zauważyć jak mocno ugodziło pańskie ego te kilka chichotów, więc co chce pan tutaj udowodnić. Myślę, że kontynuowanie tej bezowocnej dyskusji nie ma sensu, skoro nie potrafi pan odróżnić
„sługusów z mojej rodziny”, od pracowników „z mojego rodzinnego miasta”. Do widzenia…

Czarodziejka odeszła na swoje miejsce zamawiając butelkę dobrego miodu pitnego…

Mortimer

Gdy kobieta skończyła mówić i poszła do swojego stolika, na twarzy najemnika pojawił się pierw szeroki usmiech, a potem z jego gardła wydobył się śmiech. Mortimer chwycił się za brzuch, ciągle się śmiał, już dawno nikt go tak nie rozśmieszył jak ta tutaj nadeta panienka z jakiejś tam organizacji. Mężczyzna tak się smiał, że aż łzy zaczeły mu lecieć z oka, z wrażenia aż usiadł. Kiedy już skończył rechotać, rzekł z usmiechem

-Ohoho, ale mnie pani zmieszała z błotem, zaraz chyba się zamknę w sobię, ahaahahha! Już dawno się tak nie uśmiałem. Ohh- wojownik wytarł łzy – Może chce pani dla mnie pracowac? Jeśli codziennie potrafi pani tak mówić, to nigdy nie będzie mi się nudzić, a i smutno tez mi nie będzie, szkoda tylko, że ten diamentowy klocek jest taki niemrawy i nie ma poczucia humoru, bo pewnie teraz turlałby się po ziemi gniotac wszystko co mu wejdzie w drogę, hehehe. Co do teleportacji, radziłbym tego nie nadużywac, słyszałem, że można skończyć z głową w scianie, a szkoda by było takiej ładnej buźki, naprawdę. A co do organizacji o jakiej pani wspomniała, co to za zgrupowanie? Sekta czarnych szlafroków? Sądząc po waszym przywiązaniu do tych chodzacych kosztowności to chyba lubidzie się z nimi zabawiać, co? W końcu mają to i owo twarde-

Po tych słowach, Mortimer znowu zaczął rechotać. Miał znaleść pomocników, a zamiast tego świetnie się bawi, w sumie to nawet mu to odpowiadało. Kiedy już przestał się śmieć, zabrał się za dopijanie swojego piwa. Ciekawiło go jakim teraz „wyniosłym” i „bluzgającym” tekstem w niego rzuci.

Viral Genosha & Victor Krieg

Viral musiała przyznać, że czuła się niczym w jakimś komicznym, dziwnym śnie z którego nie można w żaden sposób się przebudzić. Ci ludzie, zachowywali się niczym głupcy. Przekomarzali jak dzieci. Innymi słowy sprawiali wrażenie niedorosłych do swych lat.
Cała ta sytuacja żenowała ją i sprawiała, że ogarnęło nieswoje odczucie. Najchętniej wstała by w tym momencie i opuściła lokal, a wraz z nim tą marnie odgrywaną przez ludzi farsę. Z drugiej strony czuła ogromne napięcie ze strony swojego towarzysza i chęć jego interwencji. Ostatnia próba wyperswadowania mu z głowy tego pomysłu spełzła na niczym, wobec czego odziana w zieleń sądziła, że kolejna nie ma większego sensu. Victor powstał ze swojego miejsca, zgrzytając lekko taboretem. Genosha zakryła na chwilę twarz rękami, chcąc w ten sposób oddzielić się od świata który ją otaczał. Niestety, owa próba nie powiodła się w najmniejszym stopniu. Niechętnie, ona także lekko odsunęła się od stolika, następnie zaś uniosła ku górze i postąpiła powoli za rycerzem. Niezbyt jej się spieszyło. Victor wyszedł pomiędzy dwójkę kłócących się osób i rzekł:

– Prosiłbym, byście się uspokoili. Nie jest to miejsce na sprzeczki, a te zakłócają spokój innych bywalców lokalu, między innymi nasz. Nie wiem o co poszło i nie obchodzi mnie to w najmniejszym stopniu. Nie będę opowiadał się po żadnej stronie. Miast tego chcę, myślę, że podobnie jak inni zebrani tutaj, zjeść posiłek w spokoju i odprężyć się przy kuflu dobrego trunku. Więc jeszcze raz proszę o spokój.

Mężczyzna wpatrywał się zimnym wzrokiem swoich oczu w dwójkę stojących naprzeciw niego osób. Twarz wyrażała skupienie i totalne opanowanie. Mimo, że słowa skierowane do nich były ucharakteryzowane dyplomatycznie, to prawica spoczywająca na wielkim, pokrytym niebieskawymi runami mieczu, mówiła, że do wojaczki także mu niedaleko. Choć starał się nie czynić bezsensownych prowokacji rzecz jasna. Odpowiedziały mu ciche pomruki z różnych kątów izby. Najwidoczniej nie był osamotniony w owym rozumowaniu, jednak dopiero on miał na tyle odwagi aby wyjawić je na głos. Viral stanęła nieopodal, jednak w bezpiecznej odległości. Wiedziała jak wielki jest zasięg ostrzy Victora i mimo przekonania, że do rozlewu krwi nie dojdzie, wolała jednak zachować bezpieczną dla swych odnóży odległość od reszty wojowniczego towarzystwa.
Spojrzała to na diamentowego konstrukta, to na jego właścicielkę. Słyszała odrobinę o tych bestiach. Jeśli plotki faktycznie były prawdziwe, to jej magia na niewiele się tutaj zda. Będzie musiała zaufać ostrzu Victora. Co nie oznaczało, że w przypadku wybuchu potyczki nie mogła zająć się tymi ludźmi, którzy jeszcze niedawno miotali w siebie przekleństwa. Jej dłonie rozprostowały się a nadgarstki cicho strzeliły. Płuca wypełniły się powietrzem a ciało spokojem. Cisza przed potencjalną burzą owładnęła jej umysł. Na wszelki wypadek przypomniała sobie odpowiednie zaklęcia. Mimo, że sprawiała wrażenie zaledwie opierającej się o jeden z pustych stolików i pilnującej własnego nosa…jej wnętrze twierdziło co innego.

Mortimer

Nim kobieta w czerni zdołała odpowiedziec, pomiędzy najemnikiem, a kobietą stanął jakiś mężczyzna, z wyglądu wojownik. Zaczął mówić coś o uspokojeniu się i o tym, ze przeszkadzają innym. Pomruki dochodzace z różnych kątów karczmy swiadczyły, że reszta bywalców także nie jest zadowolona z tej małej sprzeczki. Mortimer spojrzał na wojownika i rzekł do niego nie usuwając uśmiechu z twarzy

-Wiesz, ja też w sumie z chęcią dokończył bym moje piwo, ale sam widzisz, że ta uparta kobieta, z najwyraźniej szlachetnego domu, jest bardziej arogancka niż nie jeden władca. A to, że weszła tu z tym klocem drogich kamieni świadczy tylko o tym, że chciała się popisac przed nami jak małe dziecko popisujące się nową zabawką przed kolegami z podwórka. Dodatkowo, doładowuje swe i tak wielkie ego, bluzganiem zwykłego najemnego wojownika, widać sprawia jej to przyjemność. Ale dosyc już tego, nie gadajmy ciagle o niej bo jkeszcze pomyśli, ze jest najwazniejsza na swiecie. Chciałbym się zapytac, czy nie poszukujesz aby pracy, bo szczerze mówiąc przydałby mi sie ktoś taki jak ty. Więc jak, zainteresowany?-

Mortimer spoglądał na nieznajomego wojownika z uwagą, całkowicie ignorując kobiete w czerni. Miał nadzieje, że ten zgodzi się dla niego pracować, mógłby w końcu wziąść się do roboty, zamiast przesiadywac w tej karczmie i kłócic się z tamtą wiedźmą…

Reesa Sharess

Kobieta czekała na odpowiedź wojownika, który zamiast powiedzieć coś sensownego zaczął się śmiać. Głupi czy co? Czyżby skończyły mu się riposty? Zaczął gadać coś od rzeczy, Reesa miała już po raz drugi dzisiaj wybuchnąć śmiechem, ale wtedy wyglądała by tak samo niedorzecznie jak ten półgłówek, zastanawiała się natomiast czy by go tutaj nie przywołać do porządku, a właściwie czy nie kazać Khazidowi tego zrobić, jeżeli chce faktycznie razem pracować to jej czary albo zabiły by go na miejscu albo zrobiły by mu trwałą krzywdę. Na to nie mogła sobie pozwolić, straciłaby ciekawą zabawkę… do tego ten tekst z tym i owym twardym, i w dodatku obraził coś na co pracowała całe życie… Lodowych magów, mimo że daleko jej było do rycerskości postanowiła odzyskać honor… zwyczajnie pozbawiając go zbyt wyszczekanego najemnika.

-Nie wiem do czego pijesz złotko z tym czymś i owym twardym, jeżeli masz problem, Twoja sprawa ale właśnie obraziłeś coś, na co pracowałam całe życie, za co prawie oddałam życie. Teraz poniesiesz tego konsekwencje. A jeżeli Panu przeszkadza nasza sprzeczka wyjdziemy na zewnątrz.-

Na znak czarodziejki golem przeszedł przez karczmę odsuwając wojownika i łapiąc najemnika w pasie uniemożliwiając mu jakikolwiek ruch. Nie czekając na reakcję innych, przeszedł z nim przez resztę tawerny i wyszedł na zewnątrz. Czarodziejka wyszła za nimi. Byli na zewnątrz, golem odrzucił pyszałka jakieś dwa metry w tył, tak że pokulał się trochę, po czym wstał. Czarodziejka czekała na jakąkolwiek reakcję z jego strony, zastanawiała się, czy ma kazać obić go Khazidowi, czy sama się nim zająć… ale to było by chyba zbyt drastyczne… póki co wyjęła z kieszeni płaszcza lekko świecącą się kulę, teraz szalała w niej ogromna burza oddająca w pełni jej uczucia.

-Powinnam oddać Cię na pastwę Khazida’re, albo sprawić byś wylądował w najbliższej świątyni. Mimo to tak nie zrobię, więc powinieneś się cieszyć, dostaniesz tylko drobną nauczkę, i to nie za obrażanie mnie, nie za dogadywanie odnośnie mojego golema, którego mimo Twoich durnych wywodów nie da się kupić, jego trzeba zbudować, zostaniesz ukarany za coś, za co w innym miejscu leżałbyś martwy. Zadarłeś z czymś, czego wpływów nie jesteś w stanie pojąć.-

Mówiąc to, wyciągnęła rękę z kulą ku niebu. Chmury nad nią zaczęły wirować zmieniając pogodę ze spokojnej na burzową. Kobieta skupiła się i pozwoliła, by popłynęła przez nią moc. W momencie, w którym miała przyzwać błyskawicę, która miała ugodzić człowieka przed nią, zdała sobie sprawę, że nie powinna tracić cennej mocy na takich jak on, poza tym zrobiło się jej żal tego głupka. W pewien sposób był zabawny i spodobało się jej w jaki sposób jego życia zależało teraz od niej, jednak to nie pora i miejsce, by wszczynać bójkim schowała kulę do kieszeni pozwalając, by pogoda zmieniła się ze słonecznej na lekki opad śniegu i weszła z powrotem do tawerny, karcąc się że dała się tak łatwo ponieść emocjom. Podeszła do baru zdając sobie sprawę, że wszyscy teraz się na nią gapią, a co jej, niech się gapią…

-Barman, daj mi jakiegoś dobrego miodu pitnego, i może… tak chciałabym wynająć pokój… muszę wiele rzeczy przemyśleć i odpocząć, aha nie wiesz może o jakichś dobrych źródłach informacji tutaj w okolicy? Chętnie bym jakichś zasięgnęła…-

Mortimer

Widac było, że kobieta w czerni straciła zimną krew, otwarcie wyzwała go na pojedynek. Jej golem odtrącił mezczyzne, który próbował ich pogodzic, po czym złapał w pół najemnika. Wojownik z ledwością zdążył wziąśc topór, który stał oparty o stolik. Kryształowa bestia wyniosła Mortimera za zewnątrz po czym wyrzuciła na około 3 metry. Mortimer, zdenerwowany już wstał i zobaczył jak czarownica zaczyna manipulowac pogodą, nagle słońce zostało zakryte czarnymi chmurami, a w ich wnętrzu zaczęły już kotłować się wyładowania elektryczne

~Robi się ciekawie…~

Pomyślał Mortimer, po czym chwycił oburącz topór i już miał zaszarżowac, gdy nagle chmury rozstąpiły, się, a kobieta jakby nigdy nic wróciła do karczmy, w tym momencie najemnika zatkało. Nie wiedział co ma zrobić, pierw chciała z nim walczyc, a teraz jakby nigdy nic olewając go poszła sobię.

-O nie…tego już za wiele, nie będzie mnie taka menda traktowac jak smiecia!-

Mortimer chwycił topór oburącz po czym kopniakiem otworzył drzwi do karczmy i krzyknął

-Dość tego su.ko! Doigrałaś się, chodź, chciałaś walki to ją będzieśz mieć, czekam na Ciebie na zewnątrz, jeśli wyslesz swojego golema, to będzie swiadczyć tylko o tym, ze stchórzyłaś!-

Po tych ostrych słowach najemnik wrócił na miejsce, gdzie przed chwilą jeszcze miał się rozpoczac pojedynek i czekał na pojawienie się przeciwniczki….

Reesa Sharess

Kobieta miała zostawić mężczyznę w spokoju, nie chciała robić mu krzywdy, więc wróciła do tawerny. W tym momencie drzwi się otworzyły, stał w nich zdenerwowany najemnik chcący pojedynku, cóż jak chce…
Czarodziejka wyszła na zewnątrz biorąc ze sobą golema, stanęła blisko dwanaście metrów od niego, co dało jej chwilę czasu na rzucenie zaklęć.

-Dobrze, skoro chcesz. Chciałam Cię tylko upokorzyć, nie zabijać, tak jak Ty upokorzyłeś mnie znieważając moją organizację. No więc stawaj… a Ty Khazid stój obok… mam dla niego małą niespodziankę.-

Teraz zaklęcia które rzucała codzień rano okazały się przydatne, zaczęła inkantować zaklęcie, jej ręce pokrył ciemny lód, ale i również w tym momencie ten sam lód zaczął osadzać się na ciele najemnika, który musiał najpierw do niej dobiec, by cokolwiek jej zrobić. Nagle mina najemnika wykrzywiła się, jego ciało na moment stanęło. W tym momencie jego serce zamarzało, było to jedno z najstraszniejszych zaklęć czarodziejki.
W momencie gdy skończyłą inkantować zaczęła przybierać nową formę, jej ciało najpierw pokryły łuski, jego barwa zmieniłą się na czerwoną, ona sama zaczęła rosnąć, z pleców wyrosły skrzydła. Oczy zmieniły się na żółte ślepia, a język stał się wężowy. Przed najemnikiem stał teraz najgorszy koszmar senny, jaki mógł sobie wyobrazić. Dzięki zaklęciu przybrała formę księcia demonów, Balora.

~Cholera, później trzeba się będzie ultonić, za dużo pytań będą zadawać…~

Viral Genosha & Victor Krieg

Krieg był całkowicie spokojny. Nie mniej jednak, dwójka nadal nie ustępowała w swoich morderczych zapędach. W ciągu swych wielu podróży nauczył się panować nad swoimi emocjami, trzymać je w ryzach. Jednak skłamał by, gdyby nie przyznał, że nie poczuł leciutkiej irytacji tym wszystkim. Dwie postaci i diamentowy golem wyszły z karczmy chcąc się pojedynkować. Victor przez chwilę stał samotnie po środku lokalu. Musiał stwierdzić, że wcale nie o to mu chodziło. Nie miał zamiaru pozwolić żeby się pozabijali. To było całkowicie głupie i nierozważne. Jak, z powodu kilka słów można chcieć odebrać drugiej osobie życie, co więcej, jak najbardziej ją wcześniej upokarzając? Nie potrafił tego pojąć. Poczuł dotyk kobiecej dłoni na swoim ramieniu. Znał go aż za dobrze, nie musiał się nawet odwracać, żeby wiedzieć, że to lady Viral.

– Sir Krieg, niechże pan ich zostawi. To głupcy. Skoro pragną się pozabijać…co nam do tego? To nie nasza sprawa. Niechaj rozprują się wzajemnie. Mamy ważniejsze rzeczy na głowie niż ta dwójka…na przykład znalezienie jakiegoś dobrze płatnego zadania.
– Lady Viral…ja tak nie mogę. Muszę ich powstrzymać. Ich zachowanie jest głupie, są niczym sadystyczne dzieci .
-W tym jednym się zgadzamy mój drogi. Dlatego powinny zrozumieć co to znaczy poparzyć się ogniem. Bo jeśli im teraz przerwiesz, nigdy tego nie pojmą. Choć dla jednego z nich będzie to zapewne ostatnia lekcja w życiu…heh.
-Z, czy bez pani pomocy…powstrzymam ich.
– Eh. Mój optymistyczny, naiwny przyjacielu. Wierzysz w ideały które już dawno odeszły, może nigdy nie istniały…ale ma to pewien urok. Chodźmy. Udzielę ci swej mocy. Załatwimy to szybko. Zajmę się chodzącym kamieniem…ty resztą.
– Oczywiście Lady Viral. Dziękuję z całego serca.

Odziana w zieleń przewróciła jedynie oczami nie siląc się na jakikolwiek inny komentarz względem całej konwersacji. Choć z drugiej strony, nie okazała także gniewu, którego kilka iskierek tliło się na dnie jej duszy. Kończyły jej się pieniądze, była zmęczona podróżą, a na dodatek Victor musiał wtykać nos w nieswoje sprawy i brać udział w nie swoich walkach. Zastanawiała się niejednokrotnie, czy te jego ciągłe rozprawy o honorze i wartościach moralnych mają jakiekolwiek odzwierciedlenie na innych osobach które go otaczały. Na przykład na niej. Przecież to że powstrzymają tą dwójkę niczego nie zmieni. Ludzie nadal będą walczyć i się zabijać. Taka jest kolej rzeczy, prawo świata. Czy on nie umiał tego pojąć? Nie rozumiał tak podstawowych rzeczy a rozprawiał o szlachetnych mrzonkach? Diabli nadali tego człowieka. Najbardziej jednak denerwowała ją własna reakcja. „Chodźmy. Udzielę ci swej pomocy”. Niedorzeczność. Od kiedy to stała się jego pomocną dłonią? Od kiedy nadstawiała za niego karku? Chyba…od tamtego momentu w zamku. Odgoniła głupie myśli na bok. Miała obecnie ważniejsze zadania. Wyszli na zewnątrz. Palce jej dłoni strzeliły, sięgnęła do sakiewki po wymagany komponent, który rozpłynął się w jej dłoniach jakby nigdy nie istniał. Oczy rozwarły się jak najszerzej tylko mogły, jadeit był jeszcze bardziej jasny niż zwykle, można by rzec, że ślepia skrzyły głęboką zielenią. Gesty dłoni zakończyły się, te połączyły się w głośnym klaśnięciu wywołujący magiczny efekt soniczny, który rozszedł się w postaci błękitnej, ogromnej, nieokiełznanej fali, trafiając prosto w diamentowego konstrukta. Uderzona dziwnym pociskiem istota, zatrzęsła się gwałtownie, dało się słyszeć szereg pęknięć, to głośniejszych, to cichych. Dodatkowo, pojawił się przy nim Victor, który szybkim cięciem, powołał ogromnych rozmiarów pęknięcie. To wystarczyło. Oczy magicznego stwora, zgasły, on zaś z hukiem uderzył o ziemię rozpadając się na setki fragmentów i wzburzając ku górze tuman srebrzystego pyłu ze swych pozostałości. Kapanka zobaczyła nieopodal niej Victora. Stojąca dalej Viral poczęła inkantować kolejne zaklęcie…

Viral Genosha & Victor Krieg

Kiedy kobieta przemieniła się w demona, Victor na ułamek sekundy stanął jak wryty. Podobnie jak człowiek, który miał z nią walczyć wcześniej. Jednak w przeciwieństwie do niego, sir Krieg zdołał się opamiętać, przywrócić zdrowy rozsądek i nie pozwolić na to aby pochłonął go lęk. Wiedział jednak, że miał rację, że dokonał słusznego wyboru podejmując się powstrzymania kobiety. Teraz zaś okazało się, że ta jest przybyszem z piekieł. Jego zmysł nie zawiódł go w najmniejszym stopniu. Wiedział co musiał teraz zrobić. Poprawił swą pozycję bojową i zaszarżował na potwora. Jego umysł był całkowicie pusty, nie zaprzątały go żadne, zbyteczne myśli. Liczyło się jedynie tu i teraz. Uderzenie. Zwinnym ruchem swych dłoni zadał cios. Błękitne ostrze z niejakim trudem przebiło się przez twardą skórę biesa, upuszczając ulewę karmazynowej posoki na ziemię, tworząc nienaturalne, czerwone błoto. Lady Viral stojąca nieco dalej, także skończyła inkantować swoją tajemną moc, jej palce rozszerzyły się, uwalniając potężny ładunek elektryczny, który jak na komendę pomknął w stronę biesa. Jakież musiało być zdziwienie odzianej w zieleń, kiedy promień nie wywołał żadnych, nawet najmniejszych uszkodzeń w powłoce istoty. Bestia zawyła, następnie z jej dłoni buchnął mróz, który uderzył lady Viral, mrożąc jej kości, umysł i ciało. Czuja się okropnie. Sennie…tak jakby wszystkie jej procesy życiowe nagle zwolniły. Stało się coś niedobrego. Nie wiedziała jeszcze co. I chyba nie chciała wiedzieć. Jednak nie mogła się poddać. Nie teraz. Zbyt wiele przeszła w swoim życiu aby teraz ustąpić. Stwór zaczął iść w jej stronę. Szybko i nieubłaganie. Krieg próbował go powstrzymać, jednak miecz ułożył się pod złym kątem i zsunął się po grubej skórze nie czyniąc szkody. Mimo otępienia ciała i umysłu, Viral zastanowiła się nad kolejnym działaniem. Potwora nie mogły powstrzymać błyskawice, więc ogień zapewne też zda się na nic. A gdyby tak…oczywiście. Jej ręce złączyły się tworząc tajemny symbol, a między nimi zaczęła rosnąć niewielka, fioletowa kula. Ta wystrzeliła niczym pocisk i ugodziła w Balora eksplodując fioletową postacią i dziwnym szumem, który powybijał wszystkie, okoliczne okna. Mimo, że magia była niezwykle skuteczna, istota nadal stała na nogach. Zielonooka z przykrością przyznała przed samą sobą, że był to koniec. I faktycznie. Niebieskie niczym ocean ostrze uderzyło przez plecy demona, między jego skrzydłami. Dało się słyszeć przecinanie skóry, mięśni i kośćca. Bestią targnęły drgawki, następnie zaś upadła, wzbudzając tuman kurzu.
– Sir Krieg…nie czuję…się…zbyt…dobrze…
Viral uśmiechnęła się lekko, ciesząc z odniesionego zwycięstwa. Następnie, osunęła się gwałtownie na ziemię, nie mogąc utrzymać równowagi. Rycerz podbiegł do niej i wziął na ręce. Była zimna w dotyku niczym kostka lodu z gór północy. Oddychała bardzo powoli. Victor nie miał zbyt wiele do czynienia z magią, jednak bez problemu potrafił stwierdzić, że ten czar wyrządził jakieś poważne szkody w jej organizmie. A może wciąż to robił. Ułożył kobietę opierając ją o ścianę, okrył ją swoim odzieniem. Następnie odpiął od pasa małą fiolkę z miksturą koloru purpury. Podał ją kobiecie.
– Lady Viral, proszę to wypić.
– Cóż…to? – zapytała pół przytomna.
– Proszę nie zadawać pytań tylko pić!
Kiedy nigdy się nie unosił, teraz naprawdę ogarnął go gniew. A może było to coś innego. Fakt, że mógł utracić kolejną osobę do której się przywiązał, na której mu zależało. Ucieszył się, że nie oponowała. Pomógł jej unieść fiolkę do ust. Szklany pojemnik został opróżniony, Victor rzucił go za siebie, nie przejmując się głuchym trzaskiem. Oczy Viral nagle szeroko się otworzyły, targnięta silnie do przodu oparła się na swoich chudych ramionach. Ciężko stwierdzić co robiła. Kaszlała? Wymiotowała? Kto wie. Na ziemię opadały dość duże bryłki lodu, zmiękczone i zabarwione fioletowym specyfikiem podanym przez wojaka. Klepnął ją mocniej w plecy a następnie pomógł wstać. Mimo, że poruszała się wciąż chwiejnie, widać było już na pierwszy rzut oka, że mikstura spełniła swoje zadanie. Wracała do sił. Victor odetchnął z ulgą. Niestety, nie dane mu było cieszyć się długo luksusem spokoju. Nie dostrzegł już mężczyzny z którym miał mierzyć się potwór, jednak usłyszał szelest zbroi strażników. A jeśli się nie mylił, to także purpurowych smoków. Nie wyglądało to zbyt dobrze. Poczuł Dotyk kobiecej dłoni na swoich plecach. Kiedy się odwrócił, zobaczył jedynie zwodniczy uśmiech swojej towarzyszki i wszechobecny błękit. Mignięcie światła zalało jego osobę, zaś on i władająca magią zniknęli. W tym momencie zza zaułka wyłonił się mały oddział purpurowej gwardii, jednak jedyną rzeczą jakiej uświadczyli na placu, było ciało upadłego potwora, które z wolna… zaczęło zmieniać się w martwą kobietę. Odziany w srebrny hełm z fioletowym piórem, przywódca oddziału westchnął ciężko i poprawił przyłbicę. I jak on do ciężkiej cholery wyjaśni to wszystko swojemu przełożonemu ?

Tą sesję która na tym forum na jakim go znalazłem była najkrótsza ale z niej można bardzo wiele się nauczyć jak pisać ciekawie w sesjach. Ogólnie kawał porządnej roboty.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

 
%d bloggers like this: